Więcej żartów, których ledwo usłyszałem, bo upokorzenie sprawiło, że wszystko wokół mnie zamieniło się w hałas.
Pomyślałem o Mandy, Randym i Tobbym śpiących na górze.
Myślałam o wszystkim, przez co przeszło moje ciało, by ich wydać na świat.
Myślałam o miesiącach, które spędziłam na rekonwalescencji, opiekując się trójką niemowląt.
Wtedy zauważyłem Davida.
Nie śmiał się.
Ani trochę.
Siedział przy oknie z piwem w połowie drogi do ust i wpatrywał się w paczkę w ręku Richarda.
Potem jego wzrok powędrował w moją stronę.
Coś zmieniło się w jego wyrazie twarzy.
Nie litość.
Coś cięższego.
„Bogaty” – powiedział cicho David.
Richard mówił dalej.
„Richard.”
Tym razem głos Dawida był głośniejszy.
Pokój się poruszył.
Kilku mężczyzn spojrzało na niego.
Richard się roześmiał.
„Co? Tylko mi nie mów, że zaraz będziesz mnie pouczać. To żart. Nic jej nie jest. Prawda, kochanie?”
Spojrzał na mnie.
Zawsze tak robił.
Oczekiwał, że się uśmiechnę.
Aby załagodzić sytuację.
Aby zapewnić wszystkich, że Richard nie przekroczył żadnej granicy.
Otworzyłem usta.
Nic nie wyszło.
Dawid spokojnie postawił piwo na stole.
Potem wstał.
„Usiądź, człowieku” – powiedział Richard. „No, chodź. Zaczyna się druga połowa”.
Dawid go zignorował.
Przeszedł przez pokój, ostrożnie wziął paczkę z ręki Richarda i położył ją na stoliku kawowym.
Śmiech zniknął.
„Gra się dla mnie skończyła” – powiedział David. „Wychodzę”.
Richard wpatrywał się w niego.
„Daj spokój. Nie dramatyzuj. To był żart.”
Dawid zwrócił się ku niemu.
Jego głos pozostał spokojny.
„Belinda nosiła w sobie troje dzieci przez dziewięć miesięcy. Jej ciało przeszło coś ogromnego, wydając na świat wasze dzieci. Jeśli myślisz, że jej powrót do zdrowia to rozrywka, to stałeś się kimś, kogo nie poznaję”.
Nikt się nie ruszył.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






