„Pani Whitman” – powiedziała – „muszę zapytać wprost. Czy wyraża pani zgodę na przeniesienie Holly do Boston Children’s na podstawie skierowania dr. Patela?”
“Tak.”
„Czy pan Whitman ma współudział w podejmowaniu decyzji medycznych?”
„Na razie” – powiedziałem. „Z prawnego punktu widzenia tak”.
Calvin położył dokument na stole. „Pilna petycja o tymczasowe, wyłączne prawo do podejmowania decyzji medycznych. Składamy wniosek w momencie otwarcia.”
Elaine przejrzała go i skinęła głową. „Biorąc pod uwagę domniemane oszustwo finansowe związane z funduszem powierniczym dziecka i deklarowany sprzeciw ojca wobec leczenia, sąd może działać szybko”.
Ścisnęło mnie w gardle. „Szybko może nie wystarczyć”.
Wtedy wszedł doktor Patel, wciąż ubrany w biały fartuch, mimo że jego dyżur skończył się już kilka godzin wcześniej. Wyglądał na wyczerpanego, ale jego głos miał w sobie siłę, której potrzebowałam.
„Rozmawiałem z Bostonem” – powiedział. „Dziś wieczorem przejrzą akta Holly. Fundusz pokryje koszty transportu. Jeśli jej wyniki utrzymają się do rana, możemy ją przetransportować lotem medycznym”.
Po raz pierwszy tego dnia płakałam.
Nie głośno. Nie dramatycznie. Tylko jeden urywany oddech, zanim zdążyłam go powstrzymać.
Calvin położył mi dłoń na ramieniu. „Ona idzie”.
Kiedy wróciliśmy do pokoju Holly, Derek czekał przy drzwiach.
Czerwony ślad po moim policzku wciąż widniał na jego policzku. Zastąpił arogancję wyrachowaniem.
„Musimy porozmawiać w cztery oczy” – powiedział.
„Nie” – odpowiedział Calvin.
Derek go zignorował. „Marissa, chodź. To wymknęło się spod kontroli”.
O mało się nie roześmiałem. „Nasza córka leży w szpitalnym łóżku i walczy o życie, a ty myślisz, że problem polega na tym, że sytuacja wymknęła się spod kontroli?”
Zniżył głos. „Bałem się. Dziecko Vanessy się rodzi. Mój biznes jest pod wodą. Spanikowałem”.
Dziecko Vanessy.
Nie nasze małżeństwo. Nie Holly. Nie córka, która czekała przy oknie salonu, aż wróci z pracy, ubrana w piżamę w gwiazdy, bo mówiła, że tata w ten sposób szybciej ją znajdzie.
„Sfałszowałeś upoważnienie do badań lekarskich” – powiedziałem.
„Nie sądziłem, że to przejdzie”.
„Podpisałeś prośbę o podważenie jej zaufania”.
„Miałem zamiar to wymienić.”
„Z czym, Derek? Kłamstwami? Kartami kredytowymi? Prezentami Vanessy na baby shower?”
Zacisnął szczękę. „Jesteś okrutny”.
To słowo przerwało ostatnią delikatną nić łączącą nas.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






