Do gabinetu wkroczył lekarz – spokojny, o srebrnych włosach i bystrym spojrzeniu.
Spojrzał na Nathana.
Potem spojrzał na mnie.
I coś w jego twarzy się zmieniło.
Część 2
Doktor Elias Ward nie zapytał mnie, co się stało.
Zbadał moje źrenice, sprawdził siniaki wzdłuż żeber, obejrzał ślady na moich ramionach, zbyt stare, by pochodziły z upadku, i zbyt skomplikowane, by mogły być wypadkiem. Jego wyraz twarzy pozostał profesjonalny, ale szczęka mu się zacisnęła.
Nathan stał u stóp łóżka ze skrzyżowanymi ramionami.
„Czy możemy to przyspieszyć?” – zapytał. „Moja żona wpada w panikę w szpitalach”.
Doktor Ward nie spojrzał na niego. „Naprawdę?”
„Tak” – powiedział Nathan. „Panikuje. Czasami kłamie, kiedy się boi”.
Prawie się roześmiałem.
Budował klatkę już zanim ktokolwiek otworzył drzwi.
Lekarz delikatnie uniósł mój rękaw. Jego wzrok przesunął się po blaknących odciskach palców na moim ramieniu. Potem po świeżym obrzęku w okolicy kości policzkowej. Potem po małej bliznie na linii włosów, która została mi z nocy, kiedy Nathan rzucił kieliszkiem wina o ścianę, a kieliszek wybrał mnie.
„Ciekawe schody” – powiedział cicho dr Ward.
Uśmiech Nathana zadrżał. „Przepraszam?”
„Do tych urazów doszło w różnym czasie”.
W pokoju zapadła cisza.
Nathan zrobił krok naprzód. „Doktorze, nie podoba mi się pański ton”.
Doktor Ward w końcu na niego spojrzał. „Nie proszę o uznanie”.
Ochroniarz stał przy drzwiach, udając, że nie słucha.
Nathan zauważył go i zmienił strategię. Jego głos złagodniał. „Słuchaj, moja żona i ja mieliśmy ciężki tydzień. Jest krucha. Tylko ja się nią opiekuję”.
I tak to się stało.
Jego ulubione kłamstwo.
Byłem kruchy.
Był konieczny.
Pielęgniarka ostrożnie założyła mi kroplówkę. Przez sekundę jej palce musnęły moje. Ścisnęła raz.
Sygnał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






