Robert poruszył się, zirytowany tym, że jego wyrzuty sumienia nie odniosły skutku.
„Czego więc chcesz, Maggie?” – zapytał. „Zemsty? Sprawić, żebym cierpiał, bo zakochałem się w kimś innym?”
„Nie zakochałeś się” – powiedziałem cicho. „Miałeś romans. Podczas gdy ja opiekowałem się twoją matką w ostatnich miesiącach jej życia, ty budowałeś życie z kimś innym. Potem odziedziczyłeś pieniądze i uznałeś, że spełniłem swoje zadanie”.
Wyraz twarzy Vanessy całkowicie stwardniał.
„Wiesz, jaki masz problem?” – zapytała. „Jesteś urażony. Robert w końcu znalazł szczęście, a ty nie możesz tego znieść. Te pieniądze należą do niego. Sąd w końcu się zgodzi i zostaniesz z niczym poza rachunkami sądowymi. Staramy się ci pomóc”.
„Pomóc mi?” Zaśmiałam się krótko. „Oferując mi mniej niż połowę tego, co mi się prawnie należy? Prosząc, żebym zrzekła się swoich praw i udawała, że nic się nie stało?”
Twarz Roberta się zmieniła. Miękkość zniknęła.
„Popełniasz błąd, Maggie. Ta oferta się już nie powtórzy.”
„Dobrze” – powiedziałem. „Nie chcę tego”.
Zacisnął szczękę.
„Dobra. Staraliśmy się być rozsądni. Jeśli chcesz walki, to ją dostaniesz.”
Vanessa zrobiła krok naprzód.
„Myślisz, że wygrasz? Testament jego wuja jest niepodważalny. Dziedzictwo należy do niego. Każdy dolar wydany na walkę z tym to dolar, którego później nie będziesz mieć”.
„Mamy zasoby, jakich sobie nie wyobrażasz” – dodał Robert. „Mogę ciągnąć tę sprawę latami. Mogę cię obciążyć kosztami”.
Serce waliło mi jak młotem, ale głos pozostał spokojny.
„Chcę, żebyście oboje natychmiast opuścili moje mieszkanie”.
„Będziesz tego żałować” – powiedziała Vanessa. „Kiedy mieszkasz sama w jakimś małym mieszkanku i żałujesz, że nie skorzystałaś z okazji…”
„Wyjdź” – powiedziałem.
Robert złapał ją za ramię i pociągnął w stronę drzwi. Na progu odwrócił się.
„Próbowałem, Maggie. Pamiętaj o tym. Starałem się ci to ułatwić.”
Drzwi zatrzasnęły się za nimi.
Stałem tam drżąc.
Potem usiadłam na kanapie i objęłam się ramionami, bo udało im się na kilka minut ponownie obudzić we mnie strach. Mieli rację w jednym: to może trwać latami. Robert miał pieniądze. Ja płaciłam koszty sądowe. Co, jeśli przegram? Co, jeśli spadek pozostanie w całości po nim, a ja zostanę z długami i wyczerpaniem i niczym więcej?
Potem wyobraziłem sobie twarz Vanessy. Groźby Roberta. Ich pewność, że strach mnie złamie.
A strach przerodził się w coś poważniejszego.
Potrzebowali, żebym się bał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





