Przeszedłem kilka przecznic bez wyraźnego kierunku, co robię, gdy otrzymam więcej informacji, niż mój świadomy umysł może przyjąć na raz, a informacja musi gdzieś trafić
podczas gdy reszta mnie nadąża.
Zadzwoniłem do Margot.
Odebrała po drugim dzwonku.
Powiedziałem: „Muszę ci coś powiedzieć”.
Powiedziała: „Gdzie jesteś?”
Powiedziałem: „Na Piątej Alei. Idąc”.
Zapytała: „Czy wszystko w porządku?”
Powiedziałem: „Tak. Myślę, że właściwie wszystko w porządku”.
Powiedziała: „Powiedz mi”.
Powiedziałem jej.
Przez większość czasu milczała.
Kiedy dotarłem do domu nad jeziorem Meridian, powiedziała: „Kupił ci dom”.
„Osiemnaście miesięcy temu” – powiedziałem.
„Podczas gdy ty się nim opiekowałaś” – powiedziała.
„Tak” – powiedziałem.
„I zatytułuj go swoim nazwiskiem” – powiedziała.
„Tak” – powiedziałem.
Znów milczała.
Potem powiedziała: „Wiedział, kim był Curtis”.
„Wiedział” – powiedziałem. „Obserwował. Był człowiekiem, który uważnie obserwował ludzi i niewiele mówił.
„potem zrobił coś w związku z tym, co zobaczył”.
„Brzmi jak przeciwieństwo Curtisa” – powiedziała.
„Tak” – powiedziałem. „Był.”
Znalazłem ławkę i usiadłem.
„Co zamierzasz zrobić?” zapytała.
„Z domem?” zapytałem.
„Ze wszystkim”, powiedziała.
Pomyślałem o tym.
Dom, którego nie widziałem, odkąd dowiedziałem się, że jestem jego właścicielem. Fundacja z aktywami wartymi sześć i dwieście milionów dolarów. Podział portfela. Zastaw.
Żadna z tych rzeczy nie wydawała się jeszcze całkiem realna.
„Muszę iść do domu” – powiedziałem. „Muszę pojechać nad jezioro Meridian i go zobaczyć”.
„Kiedy?” zapytała.
„W ten weekend” – powiedziałem. „Pójdziesz ze mną?”
„Tak” – odpowiedziała natychmiast.
W sobotni poranek pojechaliśmy nad jezioro Meridian.
Byłem tam z Arthurem trzy razy: dwa razy latem, raz wczesną jesienią, kiedy drzewa zaczynały kwitnąć. Za każdym razem jechaliśmy razem te dwie godziny z miasta jego samochodem, z Arthurem na tylnym siedzeniu.
Z kocem, a ja prowadziłem, bo on wtedy nie był w stanie komfortowo jeździć na długich dystansach. On spał przez część każdej jazdy i mówił przez część każdej jazdy, a ja słuchałem.
Jechałem teraz z Margot na miejscu pasażera. Przez pierwszą godzinę jechałem tą samą autostradą, a potem dotarłem do znanego zjazdu – dwupasmowej drogi przez las, z jeziorem wyłaniającym się zza drzew.
Dom znajdował się na końcu żwirowej drogi.
Miałem klucz.
Tak było w dokumentach.
Mały mosiężny kluczyk, przymocowany do plakietki, na której widniał napis Meridian, napisany ręką Arthura.
Otworzyłem drzwi.
Dom był zakurzony, jak miejsce, które było niezamieszkane, ale utrzymane w czystości: ktoś dbał o jego czystość, ale nikt w nim nie mieszkał, i miał specyficzny charakter niezamieszkanej przestrzeni, czyli
czekanie.
W powietrzu unosił się zapach drewna i wody jeziora, a także delikatny zapach cedru wydobywający się z szafy, którą dostrzegłem na końcu korytarza.
Przeszedłem przez to.
Trzy sypialnie. Salon z kamiennym kominkiem. Kuchnia, mała, ale z dobrymi oknami.
ganek.
Wyszedłem na werandę.
Jezioro było tam, poniżej zbocza podwórza. Woda była bardzo spokojna o poranku i odbijało się w niej niebo.
Siedziałem tu z Arturem.
Siedziałem tu, a on opowiedział mi o swojej żonie, Susan, która zmarła, gdy Curtis miał dziewięć lat. Powiedział mi, że nie poradził sobie z tym dobrze, ze śmiercią Susan, że stał się człowiekiem, który zamiast tego pracował.
o mężczyźnie, który był tam obecny i podejrzewał, że Curtisowi stało się coś złego, czego nie zrozumiał do końca, dopóki Curtis nie osiągnął pełnoletności i nie było już za późno, by to odwrócić.
Powiedział: Wychowałem chłopca, który nauczył się, że ludzie odchodzą, a to, co zostaje, to pieniądze. Nauczyłem go tego przypadkiem.
Powiedziałem: Ludzie mogą uczyć się różnych rzeczy.
Powiedział: Czy oni mogą? Skoro nauka zaczyna się w dzieciństwie?
Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Powiedział: Myślę, że możesz. Myślę, że potrzeba kogoś, kto pokaże ci inną drogę. Nie sądzę, żeby Curtis znalazł taką osobę.
Miał na myśli mnie.
Miał nadzieję, że to ja będę tą osobą dla Curtisa.
Nie byłem.
Nie byłem wystarczająco inny.
Byłam opiekunką i żoną, kochałam ich oboje, Curtisa i Arthura. Ta miłość była prawdziwa i nie wystarczyło, by nauczyć Curtisa tego, czego Arthur chciał go nauczyć.
Myślę, że Artur zrozumiał to przed końcem.
Podjął odpowiednie kroki.
Margot podeszła i stanęła obok mnie na ganku.
Spojrzała na jezioro.
Powiedziała: „To jest twoje”.
Powiedziałem: „Tak”.
Powiedziała: „On ci to dał”.
Powiedziałem: „Tak, zrobił”.
Powiedziała: „On zrozumiał, co mu dałeś”.
Spojrzałem na wodę.
Pomyślałam o ostatniej nocy, którą spędziłam z Arthurem, nocy przed jego ostatnim pobytem w szpitalu. Był cichy, co było nietypowe: zazwyczaj był człowiekiem, który mówił, który przetwarzał
świat poprzez rozmowę, który chciał wiedzieć wszystko o każdym. Tej nocy był cichy, siedzieliśmy w jego pokoju z włączoną małą lampką, a ja trzymałam go za rękę i nie rozmawiałam, co
było tym, czego potrzebował.
Zanim wyszedłem, powiedział: Vanessa.
Powiedziałem: Tak.
Powiedział: Chcę, żebyś wiedział, że te lata miały znaczenie. Że to, co zrobiłeś, miało dla mnie znaczenie. Że widzę cię wyraźnie.
Powiedziałem: Wiem, Arturze.
Powiedział: Mam nadzieję, że wiesz, że wszystko będzie dobrze.
Powiedziałem: Wiem.
Myślałam, że miał na myśli to, co ludzie mówią sobie nawzajem, gdy jedno z nich odchodzi: życzenie, nadzieja, życzliwość.
Mówił to dosłownie.
Ustalił wszystko osiemnaście miesięcy przed tą rozmową i powiedział: „Chcę, żebyś wiedział, że wszystko będzie w porządku, wiedząc, że te ustalenia istniały, że dom…
i fundacja, i zastaw, i podział portfela – wszystko istniało, i że wszystko będzie w porządku, bo on się o to upewnił.
Usiadłem na jednym z krzeseł na ganku.
Krzesło było
to samo krzesło co podczas wizyt.
Siedziałem w nim, a obok mnie był Arthur.
Teraz w nim siedziałem.
Margot usiadła w drugim.
Oglądaliśmy jezioro.
Woda była bardzo spokojna.
Po chwili powiedziałem: „Kiedyś zapytał mnie, co zrobiłbym z domem nad jeziorem, gdybym go miał”.
Margot zapytała: „Co powiedziałeś?”
Powiedziałem: „Powiedziałem, że będę siedział na ganku, czytał, uprawiał rośliny w ogrodzie i poznawał wszystkich w pobliskim miasteczku”.
Zapytała: „A co powiedział?”
Powiedziałem: „Powiedział, że to brzmi poprawnie”.
Była cicha.
Powiedziałem: „Pytał, bo już to kupił”.
Powiedziała: „Sprawdzał, czy zrobił to dobrze”.
Powiedziałem: „Tak”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






