Nauczyłem się niemieckiego źle, potem lepiej.
Kupowałam świeże kwiaty co piątek.
Przestałam się wzdrygać, gdy mężczyźni podnosili głos w restauracjach.
Znów malowałem.
Nie portrety mężów.
Abstrakcyjne dzieła. Intensywne kolory. Czyste linie. Pokoje bez drzwi.
Zima nadeszła brutalnie.
Berlin pokrył się bielą pod śniegiem, a jarmarki bożonarodzeniowe lśniły niczym maleńkie złote królestwa. Pewnego wieczoru, po imprezie w galerii, Alex i ja spacerowaliśmy w pobliżu stacji metra, dzieląc się pieczonymi kasztanami z papierowego rożka.
Zapytał mnie bardzo ostrożnie, czy rozważyłbym spędzenie z nim Nowego Roku w Pradze.
Powiedziałem, że tak.
Nie dlatego, że potrzebowałam mężczyzny.
Ponieważ chciałam mieć tego mężczyznę blisko siebie.
Skręciliśmy za róg, tuż przy wejściu na stację, i moje kroki się zatrzymały.
Mężczyzna siedział na tekturze pod osłoną kamiennego muru.
Przed nim stał brudny kubek z kilkoma monetami w środku. Obok leżała para zniszczonych aluminiowych kul. Miał cienki płaszcz. Zarost zarośnięty. Blizna przecinała lewą stronę twarzy.
Na pierwszy rzut oka wyglądał jak kolejna ruina wśród wielu.
Potem podniósł głowę.
A świat w jego oczach stał się mniejszy.
Dawid.
CZĘŚĆ 5
Przez kilka sekund żaden z nas się nie poruszył.
Między nami padał śnieg w postaci miękkich, niedbale łuszczących się płatków.
Oczy Dawida zrobiły się wielkie jak spodki. Najpierw pojawiło się niedowierzanie. Potem wstyd. A potem coś jeszcze gorszego.
Mieć nadzieję.
„Katarzyna?”
Jego głos był zniszczony, zniszczony przez zimno, papierosy i wszystko, co życie mu zrobiło, odkąd przestałam go przed tym chronić.
Alex lekko poruszył się przede mną.
Dawid go zobaczył i wzdrygnął się. Ta drobna reakcja podpowiedziała mi, że pamiętał aukcję. Pamiętał mężczyznę, który wciągnął go w zakup własnej hańby. Ale głód wziął górę nad dumą.
Próbował wstać.
Jego ręce drżały, gdy sięgał po kule. Jedna noga sztywno się pod nim powłóczyła. Druga trzęsła się gwałtownie. O mało się nie poślizgnął na zamarzniętym chodniku.
Alex złapał się za łokieć, zanim upadł.
Ironia była tak wyraźna, że aż się roześmiałem.
Dawid spojrzał na dłoń Alexa i jego twarz, upokorzony jego życzliwością.
„Nie dotykaj mnie” – mruknął, odsuwając się.
Alex puścił go bez reakcji.
Dawid odwrócił się do mnie. „Znalazłem cię”.
Nic nie powiedziałem.
„Szukałem wszędzie” – powiedział, a jego oddech zastygł w powietrzu. „Nowy Jork, potem Londyn, a potem tutaj. Zobaczyłem twoją galerię w magazynie, który ktoś zostawił w pociągu. Wiedziałem, że Bóg daje mi jedną szansę”.
„Bóg ma dziwny system dystrybucji”.
Jego usta się trzęsły.
„Kocie, proszę.”
Pseudonim spadł mi pod stopy niczym martwy ptak.
„Mam na imię Catherine.”
Przełknął ślinę. „Catherine. Proszę. Tylko posłuchaj.”
Ludzie mijali nas. Młoda para zerknęła w naszą stronę. Starsza kobieta zwolniła, a potem szła dalej. Miasto zrobiło to, co miasta zawsze robią z cierpieniem: zrobiło mu miejsce, nie zatrzymując się.
Twarz Davida była niemal nie do rozpoznania. Przystojny, arogancki wyraz twarzy pokrył się wgłębieniami i bliznami. Kąciki jego oczu były żółte. Dłonie miał poszarpane i szorstkie. Mężczyzna, który kiedyś nosił włoskie garnitury i poprawiał kelnerów w kwestii temperatury wina, teraz pachniał starym alkoholem, antyseptykiem i mokrą od śniegu wełną.
„Cecilia mnie okradła” – powiedział.
„Słyszałem.”
„Zabrała wszystko. Portfel, zegarek, gotówkę, którą mi zostawiłem. Powiedziała pielęgniarce, że jest moją narzeczoną, zabrała moje rzeczy i zniknęła. Obudziłem się sam w szpitalu”.
„Jakie to niefortunne.”
Jego oczy szukały moich, prosząc o czułość.
„Moi rodzice przestali się ze mną kontaktować. Powiedzieli, że zawstydziłem rodzinę. Firma upadła. Ubezpieczenie prawie nic nie pokryło. Odwyk był piekłem. Próbowałem wrócić, Catherine. Próbowałem.”
Spojrzałem na jego kule.
„Najwyraźniej to za mało.”
Wzdrygnął się.
„Zasłużyłem na to.”
„Zasłużyłeś na coś gorszego.”
„Wiem”. Potem zaczął płakać, otwarcie, bezładnie, łzy żłobiły bruzdy na brudnej twarzy. „Wiem. Byłem szalony. Odrzuciłem jedyną kobietę, która mnie kochała. Widzę to teraz. Każdej nocy to widzę. Ciebie w deszczu. Ciebie na tylnym siedzeniu. Ciebie na podłodze w biurze”.
Coś zimnego przeniknęło mnie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






