Zachowałem neutralny wyraz twarzy.
Oddychałem spokojnie.
Następnym ważnym wydarzeniem było ujawnienie informacji finansowych, których ujawnienie zmusiło Daniela do przedstawienia pełnej informacji.
Barbara porównała nasze zeznania podatkowe z naszymi wspólnymi zeznaniami podatkowymi z poprzednich siedmiu lat.
Wynik był pouczający.
W ciągu 18 miesięcy poprzedzających złożenie wniosku o rozwód nastąpiły przelewy ze wspólnych kont. Stopniowe, nie na tyle drastyczne, by indywidualnie wywołać niepokój, ale łącznie na konto w imieniu Daniela wpłynęło około 47 000 dolarów.
Barbara przedstawiła to sędziemu nie jako zarzut, lecz jako udokumentowaną rozbieżność wymagającą wyjaśnienia.
Adwokat Daniela stwierdził, że sprawa ta wykracza poza zakres rozprawy.
Sędzia zwrócił na to uwagę i stwierdził, że będzie to miało znaczenie w szerszym postępowaniu rozwodowym.
A potem nadszedł ten utwór, którego się nie spodziewałem.
Mały, idealnie wymierzony prezent, będący wynikiem niedbalstwa opozycji.
Gerald Crane, w swojej mowie końcowej w imieniu Daniela, stwierdził, że dom został przekazany Patricii w dobrej wierze, w ramach rutynowego planowania majątkowego.
Barbara wstała.
„Wysoki Sądzie, jeśli ten transfer był rutynowym planowaniem spadkowym, a nie reakcją na przewidywany spór sądowy, pozwany nie powinien mieć trudności z przedstawieniem dokumentacji tego planowania spadkowego. Wcześniejszych projektów, konsultacji z prawnikiem, korespondencji poprzedzającej trudności małżeńskie”.
Crane powiedział, że to wyprodukują.
Sędzia wyznaczył termin.
Nigdy go nie wyprodukowano, bo nie istniał.
Siedziałem w sali sądowej w szarej marynarce, z teczką na kolanach, i poczułem, jak coś we mnie osiada, z cichą ostatecznością, niczym zamknięcie drzwi.
Nie triumf.
Jeszcze nie.
Jednak chłodne, jasne przekonanie, że historia, którą Daniel i Patricia próbowali napisać, rozpadała się w szwach.
Nie, nie uśmiechnąłem się.
Ale w głębi duszy, przez krótką chwilę, tak właśnie było.
Decyzja sędziego zapadła pięć tygodni po rozprawie, w pisemnym zarządzeniu dostarczonym do biura Barbary we wtorek w marcu.
Zadzwoniła do mnie natychmiast.
„Claire” – powiedziała, a jej ton powiedział mi to jeszcze zanim padły słowa.
Sąd ustalił na podstawie przedstawionych dowodów, że przeniesienie własności nieruchomości przy Elmwood Drive na Patricię Merritt nastąpiło w oczekiwaniu na postępowanie rozwodowe, stanowiło oszukańcze przeniesienie własności w świetle prawa stanu Illinois i w związku z tym było nieważne.
Majątek powrócił do statusu majątku małżeńskiego podlegającego podziałowi w drodze sprawiedliwego podziału w przypadku rozwodu.
Sąd stwierdził ponadto, że umowa transmutacyjna jest ważna i wykonalna.
Pisemną opinię sędziego przeczytałem cztery razy, była precyzyjna i miejscami konkretna.
Zauważył, że zeznania Daniela dotyczące rzekomej nieznajomości treści umowy są sprzeczne z jego udokumentowanym doświadczeniem zawodowym i okolicznościami zawarcia dokumentu.
W języku orzeczeń sądowych było to najbliższe nazwania czyjejś historii nieprawdopodobną, na co zazwyczaj pozwala sobie sędzia w piśmie.
Orzeczenie w sprawie ujawnienia stanu majątkowego nakazało Danielowi pełne rozliczenie się z przelewów na kwotę 47 tys. dolarów, które miały zostać wliczone do ogólnego podziału majątku małżeńskiego.
Jak wyglądała ostateczna ugoda rozwodowa?
Barbara prowadziła negocjacje przez kolejne osiem tygodni, popierając orzeczenie sądu.
Dom miał zostać sprzedany.
Daniel nie był zainteresowany wykupieniem moich udziałów, a ja nie byłem zainteresowany pozostaniem w nich w tych okolicznościach.
Z dochodu ze sprzedaży miałem otrzymać 60%, co miało odzwierciedlać mój udokumentowany wkład finansowy, moją pracę na nieruchomości oraz ocenę kapitału własnego dokonaną przez sąd.
Biorąc pod uwagę cenę wywoławczą, którą ostatecznie zaakceptowaliśmy, mój udział wyniósł około 342 000 dolarów.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





