Otrzymałem należną mi część środków z małżeńskich rachunków inwestycyjnych, obliczoną po uwzględnieniu 47 tys. dolarów przekazanych jednostronnie, za co Daniel zobowiązany był wypłacić mi wynagrodzenie dolar za dolar.
Nie dostałam alimentów i o nie nie prosiłam.
Nie byłem zainteresowany dalszymi problemami finansowymi z Danielem Merrittem.
Patricia nic nie otrzymała.
Dom zmienił już swoje imię.
Sąd uznał, że brała udział w oszustwie.
I choć nie postawiono jej żadnych zarzutów karnych, przelew ten, choć prawnie nieważny, nie stanowił przestępstwa oszustwa w rozumieniu prawa stanu Illinois.
Jej roszczenia własnościowe wygasły całkowicie.
Nie odniosła z tego żadnych korzyści.
Poniosła koszty obsługi prawnej.
Jej nazwisko znalazło się w postanowieniu sądowym opisującym przeniesienie własności dokonane w złej wierze.
Dla kobiety, która przywiązywała dużą wagę do wyglądu, która na ważne wydarzenia zakładała elegancką wełnianą kurtkę, mówiła ostrożnie i uśmiechała się, mimo że wszystko kalkulowała, była to szczególna porażka.
Daniel zadzwonił do mnie raz po ogłoszeniu wyroku.
Nie odebrałem.
Barbara mi odradzała, a poza tym nie miałem mu nic do powiedzenia, czego nie znalazłoby się już w bardziej precyzyjnym dokumencie prawnym.
Sprzedałam swoje udziały w domu w trakcie tego procesu, przeniosłam swoje rzeczy osobiste do wynajętego mieszkania w dzielnicy, która zawsze mi się podobała, lecz nigdy w niej nie mieszkałam, i pierwszego ranka siedziałam w mojej nowej kuchni z filiżanką kawy, ciesząc się szczególną ciszą kobiety, która przeszła przez coś trudnego.
Czy było ciężko?
Tak.
Czy było długie?
Tak.
Czy zapłaciłam za to więcej w postaci kosztów sądowych, nieprzespanych tygodni, specyficznego żalu związanego z rozpadem małżeństwa w najgorszy możliwy sposób, niż się spodziewałam?
Tak.
Ale odeszłam stamtąd z godnością, stabilnością finansową, synem i świadomością, że nie stałam się taka, jaką zaplanował dla mnie Daniel.
Kobieta została z niczym.
Powiedział mi, że nie będę miał nic.
Mylił się.
Jak się okazało, mylił się w wielu kwestiach.
Wynająłem mieszkanie przy Lincoln Square, w północnej części Chicago, na trzecim piętrze budynku z wysokimi oknami i widokiem na ulicę poniżej.
Był mniejszy niż dom przy Elmwood Drive.
To było całkowicie moje.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było kupienie rośliny na parapet.
Nie lawenda.
Posadziłem wystarczająco dużo lawendy w ogrodzie innej osoby.
Kupiłem roślinę rozmarynu i postawiłem ją na oknie, gdzie miała dostęp do dobrego popołudniowego światła. Obserwowałem, jak dobrze sobie radzi.
Wróciłem do pracy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





