Etap 1. „Rodzina mojego męża zebrała się, żeby zdecydować, jak powinniśmy żyć. Nie sprzeciwiałam się – pokazałam im tylko jeden dokument”.
Rozmowa trwała już ponad godzinę.
Na zewnątrz stopniowo robiło się ciemno – August niechętnie ustępował, długo trzymając się jasnego nieba, ale w końcu ustąpił miejsca zmierzchowi. Dzieci na podwórku ucichły, ale pojawiły się inne dźwięki: czyjaś muzyka w samochodzie, głosy sąsiadów na ławce, szczekanie psa za sąsiednim domem.
Tania słuchała Ludmiły Wasiljewny i rozumiała coraz wyraźniej: nie będą jej pytać, jak ma żyć.
Wszystko już zostało dla niej postanowione.
„Uważam” – powiedziała Zinaida Markowna, poprawiając łańcuszek na szyi – „że Siergiejowi należy dać szansę na rozpoczęcie życia od nowa. Mężczyzna nie powinien czuć się jak lokator w domu swojej żony”.
„On nie jest lokatorem” – powiedziała spokojnie Tanya. „To mój mąż”.
„Słownie” – prychnęła Ludmiła Wasiljewna. „Ale w rzeczywistości ciągle mu przypominasz, że mieszkanie jest twoje, pieniądze są twoje, samochód jest twój”.
– Nigdy tego nie powiedziałem.
– Nie musisz mówić. Człowiek czuje.
— Mężczyzna, który nie pracuje i żyje z pensji żony, może naprawdę czuć się niezręcznie.
Siergiej gwałtownie podniósł głowę.
– Czy upokarzasz mnie celowo?
– Nie. Stwierdzam fakty.
„No!” – natychmiast podchwyciła matka. „Właśnie o tym mówiłam! Słyszysz? Ona rozmawia z nim jak z szefem”.
„A ty rozmawiasz ze mną, jakbym to ja była oskarżona” – odpowiedziała Tanya.
Irina nagle cicho powiedziała:
– Może naprawdę powinniście mieszkać osobno?
Wszyscy na nią spojrzeli.
„Irina” – ostrzegł Giennadij.
Ale kobieta po raz pierwszy nie pozostała milcząca.
„Nie mam nic przeciwko Tani” – kontynuowała. „Po prostu… Sierioża od dawna nie jest sobą”.
Tanya zaśmiała się.
– Wygląda dokładnie tak jak on sam, na tyle, na ile mu wygodnie.
Siergiej podskoczył.
— Dosyć! Nie pozwolę, żebyś zrobił ze mnie pośmiewisko!
„Kto cię zmienia?” zapytała Tanya. „Ja? Czy ty, kiedy dzwonisz do mamy o trzydziestu pięciu, żeby wytłumaczyć żonie, dlaczego nie poszedłeś do pracy?”
Ludmiła Wasiliewna zbladła ze złości.
– Jesteś niewdzięczny! Tyle dla ciebie zrobiłem!
– Co dokładnie?
— Wychowałem syna!
„To prawda. Ale wychowanie kogoś nie oznacza zarządzania nim przez całe życie”.
W pokoju zapadła ciężka cisza.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






