Otworzył usta.
Następnie zamknięte.
Na jego twarzy odmalował się wyraz przerażenia.
Ale nie wystarczająco szybko.
„Nie” – wyszeptał.
„Nie, to nie może być prawdą.”
„To wydarzyło się trzy godziny temu.”
Opadł na krzesło obok mnie, w panice zrzucił z siebie ciężki wełniany płaszcz i zakrył twarz.
“Przepraszam.
Boże, Claro, tak mi przykro.
Powinienem tu być.”
„Tak” – powiedziałem beznamiętnie.
„Powinieneś był.”
Drżąc w lodowatym korytarzu, wyciągnęłam rękę i naciągnęłam jego porzucony płaszcz na ramiona, szukając w nim jakiegoś wypaczonego pocieszenia.
Moja ręka wsunęła się do głębokiej bocznej kieszeni.
Moje palce dotknęły twardego plastiku.
Wyciągnąłem to.
To był zapasowy inhalator Ethana.
Ten z plecaka superbohatera.
Tego, którego rozpaczliwie potrzebował dziś wieczorem, gdy jego główny przyjaciel w tajemniczy sposób zniknął.
Wpatrywałem się w to.
Czapka zniknęła.
Uścisnąłem go.
Było zupełnie pusto.
Moje płuca się zacisnęły.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






