„Tak”. Powoli wstałem, pozwalając rozchylić się podartemu płaszczowi. „To ja”.
„Claire, co… co to jest?” Wymusił śmiech, który wyszedł chrapliwie. „To jakiś żart? Wyglądasz idiotycznie”.
„Naprawdę?” – zapytałem. „Wydawało mi się, że wyglądam dokładnie na osobę, której lubisz pomagać. Czy to nie twoja wizytówka? Święty, który zbiera pigułki z chodnika?”
“Claire, co… co to jest?”
Jego wzrok powędrował w stronę garażu, w którym zniknęli jego przyjaciele.
“Kochanie, cokolwiek myślisz, że słyszałaś, to nie jest…”
„Nie tylko to usłyszałem” – powiedziałem. „Czułem to. Twoją rękę na moim nadgarstku. Twoją groźbę. Nie ma już żadnego nieporozumienia, za którym można by się schować”.
Sean zrobił krok w moją stronę, otwierając dłonie.
Urok rozpalił się na nowo niczym światło.
“Nie ma już żadnego nieporozumienia, za którym można by się ukryć.”
„Dobra. Dobra. Nie wiedziałem, że to ty. Jestem mężczyzną na moim miejscu, ludzie ciągle mnie nękają o pieniądze, muszę się bronić”.
„Grożąc, że wywieziesz głodującą kobietę i wpiszesz ją na czarną listę?”
“Nie o to mi chodziło.”
„Dokładnie tak powiedziałeś.”
Przeczesał włosy dłonią.
Przyglądałem się, jak kalkuluje, szukając wersji wydarzeń, która pozwoliłaby mu dojść do ołtarza.
„Dokładnie tak powiedziałeś.”
„Claire, kocham cię” – próbował. „Wiesz, jak bardzo zestresował mnie ten tydzień. Centrum, ślub, nie jestem sobą. Proszę.”
„Centrum” – powtórzyłem.
Słowo to smakowało jak kwas.
„Moja najlepsza przyjaciółka ostrzegała mnie, że kłamiesz. Nazwałam ją paranoiczką. Włożyłam ten płaszcz, bo nie mogłam uwierzyć, że ona kłamie”.
Słowo to smakowało jak kwas.
„Ona nam zazdrości” – odparł szybko. „Zawsze była zazdrosna. Próbuje nas rozdzielić”.
„A jednak to ty powiedziałeś komuś, że jeśli podpiszę czek, to przestanę udawać świętego”.
Jego usta otwierały się i zamykały.
“Kto ci to powiedział?”
“Czy to ma znaczenie?”
„Ona nam zazdrości”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






