„Och, kochanie”. Poklepała mnie po ramieniu. „To nie do końca pasuje do pogrzebu, prawda? On jest w koszulce”.
Marcus odwrócił się i wyszedł, zanim powiedział coś, czego nie mogliśmy cofnąć.
Poszedłem za nim.
Oparł się o mój samochód, skrzyżował ramiona i zacisnął szczękę.
„Ona wystawia dom na sprzedaż, Di.”
“Co?”
„Dom. Nasz dom. Sprawdziłem. Już go wystawiła u agenta. Zdjęcia i wszystko. Po prostu jeszcze go nie opublikowała.”
Coś w mojej piersi zamarło.
„Skąd wiesz?”
„Przyjaciółka z biura maklerskiego. Zaczęła papierkową robotę trzy dni przed jego śmiercią, Diane. Trzy dni.”
Spojrzałem na parking.
„Naprawiłem to na czas.”
“Co?”
„Coś, co tata powiedział. W szpitalu. Powiedział: »Naprawiłem to na czas«. Myślałem, że bredzi”.
Marcus spojrzał na mnie.
„Co naprawiłeś?”
“Nie wiem.”
Na pogrzebie w kaplicy unosił się zapach lilii, których tata zawsze nienawidził. Vanessa zamówiła trzy ogromne kompozycje na ołtarz.
Marcus siedział obok mnie, zaciskając szczękę i składając dłonie tak mocno, że aż zbielały mu kostki.
Vanessa siedziała w pierwszym rzędzie w czarnej sukience Chanel, z chusteczką przyciśniętą do suchego policzka. Co kilka minut rozglądała się po sali niczym hostessa kontrolująca przyjęcie.
„To nawet nie jest jego piosenka” – mruknął Marcus, słysząc muzykę fortepianową.
“Ja wiem.”
„Na tym zdjęciu on nie wygląda.”
„Wiem, Marcusie.”
Obraz na sztalugach pochodził z gali charytatywnej, na którą zabrała go Vanessa. Jego uśmiech wyglądał na uprzejmy i zmęczony.
Złożyłem ręce na kolanach i wpatrywałem się w program pogrzebu. Całe życie taty sprowadzało się do chrzcielnicy, którą Vanessa wybrała, bo „wyglądała drogo”.
Za nami szeptali znajomi z rodziny. Czułam, jak ich wzrok wędruje od Marcusa i mnie do Vanessy i z powrotem, jakby wszyscy wyczuwali, że coś jest nie tak, ale nikt nie chciał powiedzieć tego na głos.
Vanessa sprawdziła telefon.
Raz.
Dwa razy.
Następnie spojrzała w stronę głównych drzwi.
Telefon.
Drzwi.
Zadzwoń jeszcze raz.
Ktokolwiek na kogo czekała, nie nadchodził.
Marcus pochylił się bliżej.
„Wpadłem dziś rano do domu, żeby wziąć spinki do mankietów od taty. Kod nie działa. Wczoraj wymieniła zamki.”
Coś poruszyło się w mojej piersi.
Nie panikować.
Wręcz przeciwnie.
Pastor zaczął mówić o człowieku, którego ledwo rozpoznałem. Miłosierny. Oddany mąż. Mężczyzna, który „odnalazł miłość na nowo w swojej złotej epoce”.
Vanessa osuszyła suchą chusteczkę.
I pomyślałem o tacie w szpitalu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






