Hydrant.
Bałwan śniegowy.
Wszystko, co mogłam pomyśleć, to: Ojej.
Na zewnątrz pan Streeter ślizgał się w lodowatej wodzie.
„Nick” – wyszeptałem. „Co zrobiłeś?”
Nie odrywał wzroku od okna.
„Postawiłem bałwana tam, gdzie samochody nie powinny jeździć” – powiedział cicho. „Wiedziałem, że się na to skusi”.
Na zewnątrz pan Streeter ślizgał się w lodowatej wodzie, krzycząc słowa, których nie będę pisał. Pochylił się, żeby spojrzeć na zderzak, potem na hydrant, a potem na ziemię, jakby ta go osobiście zdradziła.
Nasze oczy spotkały się poprzez wodę i szkło.
Spojrzał w górę.
Nasze oczy spotkały się poprzez wodę i szkło.
Potem zobaczył obok mnie Nicka.
Jego twarz się skrzywiła. Wskazał na nas, krzycząc coś, czego nie usłyszałem.
Potem tupał po trawniku, rozchlapując wodę z butów, i zaczął walić w nasze drzwi wejściowe tak mocno, że aż framuga się zatrzęsła.
“To TWOJA wina!”
Otworzyłem je zanim zdążył uderzyć ponownie.
Woda kapała mu z włosów, kurtki, nawet rzęs.
„To TWOJA wina!” krzyknął, wskazując palcem w stronę Nicka. „Twój mały psychol zrobił to celowo!”
Utrzymywałem spokojny ton głosu. „Wszystko w porządku? Czy powinniśmy wezwać karetkę?”
„Uderzyłem w hydrant!” warknął. „Bo twój dzieciak ukrył go pod bałwanem!”
„Hydrant znajduje się na granicy naszej posesji”.
„Więc przyznajesz, że jechałeś po naszym trawniku” – powiedziałem.
Zamrugał. „Co?”
„Hydrant jest na granicy naszej posesji” – powiedziałem. „Możesz w niego uderzyć tylko z ulicy, na naszym trawniku. Wielokrotnie cię prosiłem, żebyś tego nie robił”.
Otworzył usta, zamknął je, a potem znowu wskazał.
„Zdecydowałeś się przez to przejechać. Znowu.”
„On to właśnie tam zbudował! Celowo!”
Skinąłem głową. „Na naszym trawniku. Tam, gdzie się bawi. Tam, gdzie mu wolno. Zdecydowałeś się przez niego przejechać. Znów”.
„Wrobiłeś mnie!” krzyknął. „Ty i twoje dziecko…”
Przerwałem mu. „Będziesz musiał zapłacić grzywnę za zniszczenie mienia miejskiego. I prawdopodobnie za zalanie ulicy. I będziesz musiał zapłacić za naprawę naszego trawnika, bo wszystko zamarznie i zamieni się w lodowisko”.
„Co najmniej pięć. Prawdopodobnie więcej.”
Jego twarz zmieniła kolor z czerwonego na fioletowy.
„Nie możesz udowodnić—”
„Nick” – zawołałem przez ramię, wciąż na niego patrząc – „ile razy widziałeś, jak pan Streeter przejeżdżał po twoich bałwanach?”
Głos Nicka był spokojny. „Co najmniej pięć. Pewnie więcej. Patrzył prosto na nich. Za każdym razem”.
Pan Streeter patrzył na nas, ciężko oddychając.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






