„Dwa tygodnie temu powiedział, że prawdziwi gracze zespołowi się nie kryją. Wszyscy w tym pokoju wiedzieli, co miał na myśli”.
Greg odepchnął się od szafki i zrobił krok naprzód, głośno i wymuszonym chichotem.
„Linda, chodź!” – zawołał, rozkładając ramiona. „To park wodny, a nie sala sądowa. Nikt nie chce teraz słuchać pamiętników dietetycznych. Mówiłem ci, nie jesteś stworzona do letnich imprez. Zachowaj to na imprezę z jedzeniem na wynos”.
Zwrócił się do grupy, czekając na wybuch śmiechu, który zawsze się pojawiał.
„Nikt teraz nie chce słuchać pamiętników dietetycznych”.
Nie nadeszło.
Cisza trwała tak długo, że słyszałem gwizdek ratownika z trzech basenów dalej.
Uśmiech Grega zbladł, po czym znów pojawił się szerszy i bardziej rozpaczliwy.
„Trudna publiczność” – mruknął w ciszę.
Pół roku temu prawdopodobnie zszedłbym z tej platformy.
Nie tym razem.
Pół roku temu prawdopodobnie zszedłbym z tej platformy.
Trzymałem mikrofon nieruchomo przy ustach.
„Właśnie o to mi chodzi. Właśnie o to chodzi. Tak do mnie mówi. Do nas wszystkich.”
Z końca grupy wyszła Sarah.
Nadal miała na sobie przykrycie, a jej ramiona były ciasno owinięte wokół talii.
“Czy mogę coś powiedzieć?”
Wyciągnąłem do niej mikrofon.
„Tak do mnie mówi. Do nas wszystkich.”
Wzięła go obiema rękami.
„Greg powiedział mi w zeszłym miesiącu, że moja bluzka, cytuję, «rozprasza mężczyzn, którzy tu pracują». Powiedział mi, że powinnam pomyśleć o tym, co mówią moje ubrania, zanim zacznę narzekać, że nie są traktowane poważnie”.
Sarah przekazała mikrofon Markowi.
Już podszedł do niej, mimo że go o to nie pytano.
Wzięła go obiema rękami.
„Greg nazywa mnie „dinozaurem”. Na spotkaniach. Do klientów. Kiedyś, podczas telekonferencji z biurem w Denver, przedstawił mnie jako, cytuję, „naszą stałą skamielinę, wciąż ogarniającą pocztę elektroniczną”.
Mark zacisnął szczękę.
Pracuję w tej branży od trzydziestu jeden lat. Przeszkoliłem połowę ludzi w moim dziale.
Greg zaczął się poruszać.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






