„Mam termin, kochanie. Następnym razem.”
Emily nie odpowiedziała. Po prostu oparła się trochę mocniej o moje kolano.
Nie wiedziałem, że to ostatni raz, kiedy dotykam jej włosów w ten sposób.
„Jest mi zimno.”
Następnego popołudnia siedziałem po łokcie w e-mailach, gdy otworzyły się drzwi wejściowe. Było tuż po piątej, a termometr na ganku wskazywał dziewięćdziesiąt dwa stopnie.
„Hej, kochanie! Dobrze się bawiliście?”
Nic.
Kroki Emily były szybkie i lekkie, przesuwały się po płytkach, zmierzając w stronę schodów.
Wyszedłem z kuchni i dostrzegłem ją.
„Dlaczego do cholery to nosisz?”
Miała na sobie dużą czarną bluzę z kapturem, którą tak ciasno naciągnęła na twarz, że widać było tylko czubek nosa.
„Emily. Po jaką cholerę to nosisz?”
„Zimno mi” – mruknęła, będąc już w połowie schodów.
Stałem na dole i patrzyłem, jak znika w stronę lądowiska.
Coś zimnego przeszło przez moją pierś.
Potem zobaczyłem je na ramieniu bluzy z kapturem, łapiąc światło padające z okna.
Jej sięgające do pasa kasztanowe włosy zniknęły.
Malutkie kasztanowe włoski, przyczepione do czarnego materiału, jakby wciąż próbowały do niej należeć.
Znalazłem ją na skraju łóżka, z kapturem na głowie i kolanami podciągniętymi do piersi.
„Emily, kochanie. Pokaż mi.”
„Mamo, proszę nie.”
Usiadłem obok niej i delikatnie sięgnąłem po kaptur. Wzdrygnęła się, ale pozwoliła mi go opuścić.
Oddech opuścił moje płuca.
„Nie twoja historia?”
Jej kasztanowe włosy do pasa zniknęły. Zamiast nich pojawiła się krótka, nierówna fryzura typu pixie, taka, jaką można zobaczyć na okładce magazynu, tyle że to nie był magazyn, a moje ulubione.
„Och, kochanie. Kto to zrobił? Ktoś ci to zrobił?”
Ona nie spojrzała na mnie.
„Emily, odpowiedz mi.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






