Nora już zbudowała sobie dom.
To, co teraz budujemy, jest czymś innym — relacją między ludźmi, którymi staliśmy się podczas tych lat rozłąki.
Turkusowa narzutka jest złożona w cedrowym pudełku.
Żółte słońce wciąż jest krzywe.
Wciąż niedoskonałe.
Wciąż trzyma się mocno.
I po raz pierwszy od ośmiu lat nie zastanawiam się już, gdzie jest moja córka.
Wiem.
Żyje.
Jest bezpieczna.
I w końcu uczy się, że jedna straszna decyzja nie definiuje całego życia.
Czasami szwy pozostają widoczne.
Ale to nie znaczy, że coś jest zniszczone.
Czasami, tak jak powiedziała babcia, to po prostu sprawia, że coś staje się wyjątkowe.





