„Alison” – zniżyła głos. „Uwielbiam Harolda. Ale jesteś młodą wdową na jego liście płac, a on praktycznie mieszka w twoim domu. Ludzie gadają. Nie złośliwie. Po prostu… gadają”.
„Potrafią rozmawiać”.
„Nie martwię się o nich. Martwię się o ciebie. O to, jak to wygląda. O to, jak to wpływa na twoją pozycję tutaj.”
Machnąłem na nią ręką i wróciłem do biurka. Ale jej słowa utkwiły mi w pamięci jak rzep w swetrze.
Tego popołudnia Harold zaprosił całą firmę do swojego domu na imprezę przy basenie.
Powiedział mi, żebym zabrała ze sobą Mię, bo wiedział, że nie mam opiekunki.
„Będzie zachwycona basenem” – powiedział mój szef. „A tak w ogóle, to uwielbia moją kuchnię. Za każdym razem, gdy nas odwiedzacie, próbuje ukraść stary kubek termiczny Mike’a z mojego blatu”.
Zaśmiałam się, bo to była prawda. Harold zachował zniszczony kubek Mike’a z ich studenckiej wycieczki i używał go każdego ranka. Mia podchodziła i sięgała po niego, jakby był częścią jej ojca.
„Ten kubek będzie do niej należał, kiedy tylko zechce” – dodał łagodniej.
Pamiętam, że pomyślałam: „O rany, mamy szczęście”. A potem pomyślałam: „A może jednak?”.
Mia wierciła się w moich ramionach, gdy szliśmy podjazdem do domu Harolda. Miała na sobie małą żółtą sukienkę z plamami trawy, których nie udało mi się wytrzeć.
„Mamo, czy umiem pływać?”
„Nie dziś, kochanie. Tylko odwiedzam.”
„Chcę tatusia.”
„Wiem, kochanie. Wiem.”
Dom Harolda błyszczał. Lampki na patio, kobiety w jedwabnych sukienkach, mężczyźni w lnianych garniturach, bar ustawiony przy głębokim brzegu. Czułem się jak plama w rogu rozkładówki w magazynie.
Potem zobaczyłem Harolda po drugiej stronie basenu, z drinkiem w ręku, patrzącego na nas przechodzących przez bramkę.
Uśmiechnął się. Ale to nie był już ten łatwy uśmiech, do którego się przyzwyczaiłam. Był cieplejszy i cięższy, i było w nim coś jeszcze, na co nie miałam jeszcze słowa.
Mia pomachała do niego. A on uniósł kieliszek w naszą stronę, jakby czekał na nas całą noc.
Moja córka wyrwała się z moich objęć i pomknęła przez patio, jakby wystrzelono ją z procy. Jej mała żółta sukienka błysnęła między nogami gości Harolda; usłyszałem czyjś śmiech i czyjś odchrząknięcie.
„Mia, kochanie, wróć tu, proszę!”
Goniłem za nią wokół stolika koktajlowego, przepraszając kobietę w kremowym jedwabiu, której szampana prawie przewróciłem.
„Bardzo mi przykro. Ona jest po prostu podekscytowana.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






