Część 2
Grant wszedł do mojego pokoju i zamknął za sobą drzwi, uważając, żeby nie zatrzasnęły się zbyt głośno.
Celeste pozostała na korytarzu, niedaleko pokoju dziecięcego, z jedną ręką opartą na łóżeczku, jakby już ćwiczyła, jak je zdobyć. Moja mama stała obok niej, blada i sztywna, unikając mojego wzroku.
„Rozumiesz” – powiedział Grant. „To jest najlepsze dla wszystkich”.
Starałem się mówić słabym głosem. „Chcę zobaczyć gazety”.
Na pół sekundy jego twarz zacisnęła się podejrzliwie. Potem duma zwyciężyła.
Sięgnął pod marynarkę i wyciągnął złożony plik. Strony były już oznaczone żółtymi zakładkami. Moje nazwisko widniało pod akapitem o wolontariacie, a podpis pod nim wyglądał na tyle podobnie, że mógłby zmylić kogoś, kto nigdy nie widział, jak podpisuję dokumenty sądowe, przez siedem lat.
Trzymałam pakiet w obu rękach, żeby nie widział, jak się trzęsą.
Nie ze strachu.
Ze wściekłości.
„Robiłeś to wszystko, kiedy byłem na operacji?” – zapytałem.
Grant przykucnął przy łóżku. „Poradziliśmy sobie z tym, z czym ty nie mogłeś sobie poradzić”.
Za nim Celeste szepnęła: „Kiedy Lily zostanie wypisana ze szpitala razem ze mną, będzie już za późno, żeby Mara zrobiła scenę”.
Grant gwałtownie odwrócił się w stronę drzwi.
To był pierwszy błąd jaki popełnili po moim przebudzeniu.
Drugim było umożliwienie mi dotarcia do ostatniej strony.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






