Jordan zatrzymał się, aby kupić prażone orzechy od ulicznego sprzedawcy.
Stormy ukradła połowę z nich zanim zdążyli zrobić dziesięć kroków.
Richard spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
„Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają”.
“Co?”
„Dziewczyna zawsze kradnie jedzenie chłopcu”.
Zaśmiałem się.
“Dobrze ją nauczyłem.”
Gdy dotarliśmy na skraj Ogrodu Publicznego, Jordan się zatrzymał.
“Wytrzymać.”
Wypiął małego niebieskiego misia z plecaka. Po czym bez słowa podał go Richardowi.
“Myślę, że to należy do ciebie.”
Richard wpatrywał się w to.
“Dałem ci to.”
„Wiem” – uśmiechnął się Jordan. „Ale myślę, że miałem wystarczająco dużo szczęścia”.
Richard spojrzał na mnie.
A potem do małego misia.
Powoli zacisnął na nim palce.
Przez sekundę pomyślałem, że schowa go z powrotem do kieszeni.
Zamiast tego zwrócił się do mnie.
„Myślę…” Uśmiechnął się delikatnie. „…w końcu nadszedł czas, żeby oddać to osobie, która to zrobiła”.
Włożył mi małego misia w dłoń. Wyblakła niebieska nić prawie zniknęła, a filc był bardziej miękki od lat noszenia, ale każdy krzywy ścieg wciąż był dokładnie tam, gdzie go zostawiłam.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





