Pewnego czwartkowego wieczoru składałam pranie, a ona siedziała po turecku na podłodze i grzechotała starą puszką po miętówkach pełną monet.
„Jesz lunch w szkole, prawda?” zapytałem.
Della zamarła.
„Jem część lunchu, Syd.”
“Strony?”
„Części darmowe”.
Odłożyłem koszulkę, którą trzymałem w ręku.
„Della.”
Westchnęła jak wyczerpana babcia uwięziona w ciele ośmiolatka.
„Nikt nie umiera od pominięcia brzoskwiń z puszki”.
„Dlaczego oszczędzasz pieniądze na lunch, małpko?”
Mocno przytuliła puszkę.
„Mam projekt. Chłopiec ze szpitala.”
Szpital znajdował się dwie przecznice od jej szkoły. Della szła z dziećmi Keene i panią Keene, która bezpiecznie przeszła obok nich na skrzyżowaniu.
Mimo wszystko poczułem ucisk w piersi.
„Jaki chłopiec ze szpitala?”
„Ten w oknie na trzecim piętrze. Obserwuje, jak przechodzimy.”
„Rozmawiałeś z nim?”
„Nie. Na początku tylko machałem.”
“Najpierw?”
„Dzisiaj był na dworze” – powiedziała. „W ogrodzie. Na wózku inwalidzkim z zielonym kocykiem. Była z nim pielęgniarka Gloria, więc pani Keene powiedziała, żebym się przywitała”.
W końcu znów odetchnąłem.
„Co powiedziałeś?”
„Zapytałem, czy to on był tym chłopcem od wystawiania okien.”
“I?”
„Zapytał, czy to ja jestem tą dziewczyną, która macha.”
Na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
„Ma na imię Tobias. Jutro kończy 11 lat. Lubi dinozaury i nienawidzi budyniu waniliowego”.
„Nauczyłeś się tego wszystkiego dzisiaj?”
„Mówi szybko, gdy ktoś go słucha.”
To zdanie utkwiło mi w pamięci.
Spojrzałem na puszkę.
„A pieniądze na lunch?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






