Głos Dereka był cichy.
„Nie.”
Tata wyglądał na niemal obrażonego.
„Bierzesz jej stronę?”
Derek pokręcił głową.
“NIE.”
Potem spojrzał na mnie.
„W końcu biorę odpowiedzialność za swoje.”
Przybyli ochroniarze.
Marcus i Elena.
Obie te osoby znałem z imienia.
Nie sprawiało mi przyjemności patrzenie, jak wyprowadzają mojego ojca.
To mnie zaskoczyło.
Przez lata wyobrażałem sobie, że sprawiedliwość będzie czymś jasnym, gorącym i triumfującym.
Zamiast tego panowała cisza.
Tata przeszedł obok mnie nie patrząc na mnie.
Mama podążała kilka kroków za nim.
Potem się zatrzymała.
„Chcesz, żebym ja też wyszedł?”
To pytanie niemal mnie załamało.
Nikt w mojej rodzinie od lat nie pytał mnie, czego chcę.
“Tak.”
Jej oczy się zamknęły.
Następnie otwarto.
“W porządku.”
Zostawiła list i wyciąg z banku na stole.
Potem odeszła.
Nie ma dyskusji.
Żadnych łez użytych jako broń.
Następnie odeszła Cassandra.
Derek został.
„Ty też” – powiedziałem.
Skinął głową.
Przy windzie odwrócił się.
„Powiem Hollisowi wszystko w poniedziałek.”
„A co z refundacją?”
“Tak.”
„Możesz stracić pracę.”
“Ja wiem.”
Skrzywił usta.
„Powinienem.”
Winda się zamknęła.
Stałem w jadalni i zdałem sobie sprawę, że trzęsą mi się ręce.
Celia stanęła obok mnie.
Ona mnie nie przytuliła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






