Przez szczeliny w belkach sufitu słabe światło dzienne sączyło się w dół. Żwir przesuwał się nad głowami.
Następnie rozległ się głos Daniela.
„Mówiłem, że powinniśmy to sprawdzić.”
Richard odpowiedział: „Nikt nie przeżywa tego upadku”.
„Nie słyszałeś jej krzyku.”
„Krzyknęła raz.”
„A dzieciak?”
Cisza.
Wtedy Daniel powiedział: „Jeśli jakoś im się uda wydostać, to mamy problem”.
Moja dłoń zacisnęła się wokół dłoni Sophie.
Wrócili, żeby sprawdzić.
Weszliśmy głębiej do komory, podczas gdy z góry unosił się kurz. Metaliczny zgrzyt rozniósł się echem po szybie.
Daniel coś opuszczał.
Zrozumiałem co się dzieje, gdy poczułem opary benzyny.
Mój ojciec powiedział: „Wylej to wokół drewna”.
Sophie patrzyła na mnie z przerażeniem.
Zaplanowali spalenie podpór i zawalenie się szybu.
Szukałem rozpaczliwie i odkryłem wąski otwór za kilkoma rozbitymi wozami z rudą. Przez otwór wpadało zimne powietrze.
Powietrze oznaczało wyjście.
Pełzaliśmy.
Za nami ciecz rozpryskiwała się na drewnie.
Następnie rozległ się nieomylny dźwięk kliknięcia zapalniczki.
„Idź” – szepnąłem.
Przejście było ledwo na tyle szerokie, żeby zmieściła się Sophie. Popchnąłem ją do przodu, jednocześnie ciągnąc za sobą kontuzjowaną kostkę.
Przez komnatę przeszedł ryk.
Przez szpary prześwitywał blask ognia.
Potem pojawił się dym.
Pełzaliśmy szybciej.
Po tym, co wydawało się godzinami, Sophie nagle krzyknęła: „Mamo! Światło!”
Dziesięć jardów dalej, spod metalowej kraty, pojawiło się światło słoneczne.
Dotarliśmy do celu razem.
Krata została zabezpieczona od zewnątrz.
Prawie się załamałam.
Wtedy Sophie wskazała na zardzewiałą rurę konserwacyjną znajdującą się obok.
“Tam.”
Wokół rury owinięty był kawałek skorodowanego łańcucha, połączony ze starą dźwignią blokującą.
Kopnąłem dźwignię raz.
Nic.
Ponownie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






