Poniewczasie.
„Co u licha?” – mruknęła.
Spojrzała na krasnala siedzącego dokładnie tam, gdzie musiała się podłączyć. Mój krasnal. Jej niechlujnie niebieska farba – siedząca tam jak malutki świadek z odłamanym nosem.
„Brzydula” – powiedziała. „Ruszaj się”.
Trąciła go palcem pantofelka. Gdy ani drgnął, szturchnęła go mocniej.
Coś cienkiego zatrzasnęło się za krasnalem.
Stała tam zamarznięta.
Monika zmarszczyła brwi i spojrzała w górę.
Poniewczasie.
Zacząłem nagrywać na telefonie.
Puszka przechyliła się, zachwiała i jednym wspaniałym chlustem wylała się na czubek głowy Moniki. Różowa farba spłynęła po jej włosach, ramionach, spodniach do jogi i kapciach.
Stała tam zamrożona przez sekundę. Jej twarz była jasnoróżowa, niczym wata cukrowa, od czubka głowy aż po palce u stóp.
Całe sąsiedztwo zbiegło się.
Wtedy rozległ się krzyk.
Tak naprawdę to nie był krzyk — to był wrzask, który mógł rozbić porcelanę.
Światła rozbłysły na całej długości ulicy. Drzwi się otworzyły. Gdzieś pies zaczął szczekać, jakby świat się kończył.
Monica stała na środku mojego podjazdu, ociekając różem na beton, wciąż ściskając kabel do ładowania jak smycz niewidzialnego psa. Otwierała i zamykała usta.
„Nie jestem pewien, czy to ja tu jestem problemem”.
Wyszłam zza pelargonii, trzymając telefon nieruchomo przed sobą.
I wtedy zbiegło się całe sąsiedztwo.
Drzwi otwierały się na całej długości ulicy. Sąsiedzi wylegli na chodnik w kapciach i szlafrokach, z już wyciągniętymi telefonami.
“ZROBIŁEŚ TO CELOWO!”
Monika krzyknęła, a różowa farba kapała z jej włosów na beton.
Uniosłem telefon nieco wyżej z miejsca, w którym stałem na ganku, i starałem się mówić spokojnie.
„Wyłącz je.”
„Moniko, kradniesz prąd o północy i kłócisz się z krasnalem ogrodowym. Nie jestem pewien, czy to ja tu jestem problemem”.
Ktoś za mną parsknął śmiechem.
Monica rozejrzała się po podjeździe i wskazała drżącym różowym palcem na krasnala.
“I UKRADŁEŚ MOJEGO GNOMA!”
Kontynuowałem nagrywanie.
„Twój krasnal? Ten, którego zabrałeś z mojego podwórka sześć miesięcy temu?”
„Farba?”
Monika zamilkła. Jej twarz się zmieniła.
Po raz pierwszy tego wieczoru zdała sobie sprawę, ile telefonów jest skierowanych w jej stronę.
„Wyłączcie to” – warknęła do sąsiadów. Potem spojrzała na mnie. „Eleanor, powiedz im. Powiedz im, że to był wypadek”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






