„Mirando” – szepnęła.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
Cześć, Rachel.
Aleksander spojrzał na nich.
„Znasz ją?”
Rachel nic nie powiedziała.
Miranda Vale poprawiła jeden perłowy kolczyk.
Odezwał się siedzący obok niej urzędnik.
„Pani Vale została zatrzymana na lotnisku dwie godziny temu podczas próby opuszczenia kraju. Zgodziła się współpracować ze śledczymi”.
Rachel zacisnęła szczękę.
„Ty wężu.”
Miranda wzruszyła delikatnie ramionami.
„Wolę przetrwać”.
Głos króla pozostał spokojny.
„Pani Vale przedstawiła korespondencję, z której wynika, że to ona była twoim mentorem podczas twojego wejścia do towarzystwa królewskiego, pomogła ukształtować twoją publiczną biografię i zorganizowała kanały finansowe związane z darowiznami na cele charytatywne”.
Rachel zaśmiała się raz, szorstko i łamiącym się śmiechem.
„Wierzysz jej? Sprzedałaby własną matkę za nietykalność.”
„Na szczęście” – powiedział urzędnik – „przechowywała także nagrania”.
To zakończyło występ Rachel.
Wydawało się, że jej kolana słabną.
Przez jedno uderzenie serca zobaczyłem młodszą siostrę, którą kiedyś kochałem – rozczochraną, upartą, błagającą mnie, żebym zajrzał pod jej łóżko, czy nie ma potworów. Chroniłem ją wtedy. Chroniłem ją więcej razy, niż ona kiedykolwiek wiedziała.
Ale tego potwora nie było pod łóżkiem.
To było w lustrze.
Dwóch strażników podeszło do niej.
Rachel spojrzała na mnie i po raz pierwszy złość zniknęła z jej twarzy. Pod spodem kryła się panika.
Prawdziwa panika.
„Emily” – wyszeptała. „Pomóż mi”.
Pokój zdawał się przechylać.
To była najokrutniejsza rzecz, jaką mogła zrobić.
Bo jakaś część mnie wciąż pamiętała, jak uczyłam ją wiązać buty. Wciąż pamiętałam, jak dzieliłam się z nią kocami podczas burzy. Wciąż pamiętałam, jak obiecałam ojcu, zanim odszedł na dobre, że się nią zaopiekuję.
Ścisk mojej matki mocniej objął moją dłoń.
„Ona musi za to odpowiedzieć” – powiedziała cicho.
Spojrzałem na Rachel.
„Nie mogę cię uratować przed tym, co wybrałeś.”
Jej twarz natychmiast stwardniała, jakby żal był tylko kolejną maską, a ja nie potrafiłem go wynagrodzić.
„Więc zapamiętaj to” – powiedziała, gdy strażnicy wzięli ją za ramiona. „Nie wygrałaś. Weszłaś tylko na miejsce, które przygotowałam”.
Zmarszczyłem brwi.
„Co to znaczy?”
Rachel znów się uśmiechnęła.
Tym razem prawie pokojowo.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, światła w kaplicy zamigotały.
Raz.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






