“Co robisz?”
“Myślący.”
Częściowo zamknął laptopa.
„Wracaj do łóżka. Zaraz wrócę.”
W jego oczach było coś niepokojąco spokojnego.
Nie miałem pojęcia, że zamierza mnie obudzić przed świtem.
W ciemności czyjaś ręka dotknęła mojego ramienia.
Kiedy otworzyłam oczy, Nathan stał przy łóżku, trzymając mój płaszcz. W drugiej ręce trzymał już klucze.
„Ubierz się, kochanie. Cicho.”
„Nathan, nie ma nawet piątej.”
„Wiem. O to właśnie chodzi.”
Dwadzieścia minut później zatrzymaliśmy się przed domem Patricii.
Światło na ganku było zgaszone. Tylko okno w sąsiednim domu słabo się świeciło.
„Naprawdę to robimy?” – wyszeptałam.
„Użyła naszego klucza awaryjnego, żeby cię przyłapać” – powiedział. „Wciąż mam ten, który dała mi lata temu”.
Do tej pory zakładałam, że Nathan przyprowadził mnie tam, żebyśmy mogli się z nią skonfrontować.
Myliłem się.
Wsunął klucz awaryjny do zamka i cicho otworzył drzwi.
Wszedłem do środka i stanąłem za nim.
I zamarł.
Stół wejściowy pokryty był miękką, szarą warstwą kurzu.
Buty leżały przewrócone przy ścianie.
Z kuchni dochodził kwaśny zapach, naczynia piętrzyły się wyżej niż kran, a na podłodze leżał zmięty brudny ręcznik.
Przez osiem lat próbowałam sprostać standardom, którym Patricia nie potrafiła sprostać.
„Nathan, spójrz na to miejsce.”
„Jest gorzej, niż pamiętałem” – mruknął. „Kontynuuj”.
Potem jego lista wróciła do mnie.
***Lodówka. Szafki. Pralnia. Ręczniki.***
Spojrzałem na niego.
Nie przyprowadził mnie tam pod wpływem impulsu.
Planował to od kilku dni.
Cicho ruszyliśmy korytarzem.
Gdy byliśmy w sypialni Patricii, Nathan spojrzał na mnie i zapalił światło.
Uderzyło ją prosto w twarz.
Poderwała się gwałtownie, włosy sterczały jej na jedną stronę, a oczy były opuchnięte od snu.
„Co?” – jęknęła. „Co ty tu robisz?”
Nathan podniósł telefon.
Patricia zamarła.
„Nathan. Nie.”
Nie zrobił zdjęcia.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






