Nigdy tak naprawdę nie chodziło im o mój dom.
Chodziło o nią.
Wpatrywałem się w obraz Patricii na ekranie.
Trzy dni wcześniej chciałem ją upokorzyć.
Dziesięć minut wcześniej chciałem ją pokonać w jej własnej grze.
Teraz wygrałem.
I nagle przestało mi zależeć na wygranej.
„Nathan” – powiedziałem. „Zakończ stream”.
Patricia spojrzała w górę.
„Claire…”
„Skończyliśmy.”
Godzinę później Nathan i ja staliśmy ponownie przed domem Patricii.
Tym razem zapukaliśmy.
Nathan cicho wyjął nasz klucz awaryjny z pęku kluczy Patricii.
„Przyjdź, kiedy cię zaproszą” – powiedział. „Nie wcześniej”.
Skinęła głową.
Wyglądała jakoś na mniejszą.
Zmęczony.
Potem spuściła wzrok.
„Przepraszam, Claire.”
Czekałem.
Patricia przepraszała mnie już wcześniej – za to, że była „zbyt szczera”, za to, że „zraniła moje uczucia”, za rzeczy, które i tak na końcu okazywały się moją winą.
Tym razem nic nie dodała.
„Dziękuję” – powiedziałem. „To już początek”.
W drodze do domu Nathan wyciągnął rękę i wziął mnie za rękę.
„Wszystko w porządku?”
Pomyślałem o cichym nuceniu Patricii i o wszystkich latach, przez które starałem się go nie słyszeć.
„Tak” – powiedziałem. „Mam już dość prób zaimponowania twojej matce”.
Nathan się uśmiechnął.
“Dobry.”
I tym razem to wystarczyło.






