Nora zaprzeczyła, że cokolwiek wiedziała. Armando próbował twierdzić, że to ja to podłożyłem.
Marisol roześmiała mu się w twarz.
Tej nocy spała na naszej kanapie, mając pod ręką kij baseballowy i napisała do mnie SMS-a: „Niech spróbują”.
Następnego ranka wymieniliśmy wszystkie zamki. Zablokowaliśmy ich numery. Mateo anulował comiesięczny przelew, który wysyłał Norze.
Jego palec zadrżał, zanim kliknął potwierdzający.
„Powie, że przeze mnie została bezdomna” – powiedział.
„Nie” – powiedziałem mu. „Odesłała swój dom, żeby cię zmusić”.
Klikną.
Transfer anulowany.
W końcu pękł łańcuch.
Kiedy wróciliśmy do Guadalajary, dom wyglądał normalnie, ale nie był już nietknięty. Szuflady były otwarte. Szafki zostały poprzestawiane. W przedpokoju widniał ślad po walizce.
Za poduszką znaleźliśmy czerwoną teczkę.
Dokumenty zmiany adresu. Notatki dotyczące usług. Nasze harmonogramy.
W jednej z notatek Armanda napisano: „Jeśli poczta będzie tu docierać, trudniej będzie nas stamtąd wyrzucić”.
To rozwiało wszelkie wątpliwości.
To nie była panika.
To był plan.
Złożyliśmy raporty, przedstawiliśmy dowody prawnikowi i wysłaliśmy oficjalne zawiadomienie: Nora i Armando nie mieli prawa wstępu, zbliżania się do nas ani kontaktowania się z nami inaczej niż za pośrednictwem kanałów prawnych.
Nora nie zaakceptowała tego.
Dzwoniła z nieznanych numerów. Wysyłała płaczliwe wiadomości. Wciągała w to krewnych. Obwiniała mnie. Groziła, że wyjawi mi rzeczy, których Mateo „nigdy mi nie wybaczy”.
Mateo przeczytał wiadomość i powiedział: „Ona nic nie ma. Chce cię tylko nastraszyć”.
Zrobiliśmy więc zrzut ekranu i znów ją zablokowaliśmy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






