CZĘŚĆ 1
Kiedy się poznaliśmy, wiedziałem, że Margaret jest chora, ale mając dwadzieścia siedem lat, tak naprawdę nie wierzyłem, że choroba może mi ją odebrać.
Cierpiała na rzadką chorobę autoimmunologiczną, a mimo to w jakiś sposób sprawiała, że w szpitalach czuło się niemal normalnie. Żartowała z pielęgniarkami i nadała swojemu stojakowi na kroplówkę imię Stanley. Po trzech tygodniach znajomości przypadkowo wpisałem „Margaryna” zamiast „Margaryna” i przezwisko już zostało.
W miarę jak jej stan się pogarszał, stałem się jej kierowcą, towarzyszem i opiekunem. Byłem przy niej podczas wizyt i zabiegów.
Osiemnaście miesięcy po tym, jak się poznaliśmy, oświadczyłem się jej, gdy jedliśmy chińskie danie na wynos na piętrze mojego mieszkania po jednym z jej pobytów w szpitalu.
Małgorzata płakała.
Myślałem, że to oznacza „tak”.
Zamiast tego szepnęła: „Nie”.
Powiedziała, że kocha mnie za bardzo, żeby mnie poślubić. Bała się, że jeśli umrze, zostanę z rachunkami za leczenie, długami i ciężarem wdowieństwa przed trzydziestką.
Powiedziałem jej, że możemy porozmawiać z prawnikami.
Ona nadal odmawiała.
Oświadczyłem się ponownie po sześciu miesiącach i po raz kolejny w naszą trzecią rocznicę.
Za każdym razem odpowiedź brzmiała: nie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






