Jej wzrok powędrował w stronę mojej zaciśniętej pięści. „Ta kobieta uratowała mojego syna dwa lata temu, panie Morelli. Zadzwoniłam do pana, bo wiedziałam, że ją pan ochroni”.
„Miałeś rację.”
Wyszedłem zanim zdążyła zobaczyć, jak ta obietnica wyglądała na mojej twarzy.
W pokoju 314 unosił się zapach antyseptyku, krwi i maszyn, które próbowały imitować nadzieję. Elena leżała malutka pod białymi kocami, jej skóra była pozbawiona koloru, a ciemne rzęsy ocierały się o posiniaczone policzki. Rurki znikały w jej ramionach. Monitor odliczał każde delikatne uderzenie jej serca, jakby negocjowało z Bogiem.
Widziałem ludzi umierających, mając wokół siebie mniej maszyn.
Zleciłem wykonanie niektórych z tych zabójstw.
Ale nigdy nic nie przestraszyło mnie tak, jak Elena Carter z zamkniętymi oczami.
Sześć miesięcy wcześniej stanęła między moim siostrzeńcem a śmiercią, uparcie unosząc brodę. Zbeształa dwa razy starszych od siebie lekarzy, kłóciła się z tabelami dawkowania, zostawała po dyżurze i nuciła stare kołysanki, podczas gdy moja siostra płakała w dłonie.
Kiedy mój siostrzeniec się obudził, Elena uśmiechnęła się, jakby niczego innego się nie spodziewała.
Zbudowałem imperium, rozumiejąc ludzi. Czego się boją. Czego chcą. Co sprzedadzą. Elena niczego ode mnie nie chciała i to sprawiało, że nie dało się jej kontrolować.
Więc jej unikałem.
Tchórzostwo nosiło wiele drogich garniturów.
Podszedłem do jej łóżka i delikatnie położyłem rękę na jej dłoni, uważając, aby nie poruszyć wenflonu.
„Eleno” – powiedziałem.
Jej palce się poruszyły.
Monitor przyspieszył.
Podszedłem bliżej. „Jestem tutaj”.
Jej usta rozchyliły się, ale początkowo nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Potem ledwie szepnęła: „Dante…”
Poczułem ucisk w piersi, gdy usłyszałem swoje imię.
„Nie gadaj. Jesteś bezpieczny.”
Jej powieki zadrżały. „Nie.”
„Elena—”
„Niebezpieczne”. Zmarszczyła czoło z bólu. „Powiedział… że zrozumiesz”.
“Kto?”
Jej oddech stał się płytki. Spojrzałem w stronę drzwi, gotowy odciągnąć lekarza za kołnierz, ale palce Eleny zacisnęły się słabo na moich.
„Piwnica” – wyszeptała. „Święty Michał”.
Mój puls zwolnił.
Kościół św. Michała nie był kościołem. Już nie. To była opuszczona katedra w Queens, do której ojciec zabierał mnie jako dziecko, przed wojną, przed pogrzebami, zanim dowiedziałem się, że święci to tylko posągi obserwujące krwawiących ludzi.
„Elena, kto ci dał klucz?”
Łza spłynęła jej z kącika oka.
„Powiedział… twój ojciec…”
Jej ciało zesztywniało.
Monitor krzyczał.
Lekarze wbiegli, zanim zdążyłem się ruszyć. Czyjeś ręce odepchnęły mnie. Polecenia poszybowały przez pokój. Elena zniknęła za ciałami i białymi fartuchami, a ja przez jedną straszną sekundę znów miałem dwanaście lat, wpatrywałem się w dym, podczas gdy mężczyźni krzyczeli na mojego ojca.
Marco pojawił się u mojego boku. „Dante.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






