Gdyby pociąg jechał z taką prędkością jeszcze przez dwie minuty, nieuchronnie wpadłby do wąwozu wraz ze wszystkimi pasażerami.
Przez chwilę Mark po prostu stał nieruchomo, wpatrując się przed siebie.
Zimny pot spływał mu po plecach.
Powoli wyobrażał sobie, co mogło się wydarzyć. Setki ludzi. Rodziny z dziećmi. Turyści. Starsi podróżnicy. Nikt z nich nie podejrzewał, jak blisko byli śmierci.
Kiedy pracownicy kolei wyjaśnili, co się stało, wielu pasażerów wysiadło z wagonów i zebrało się w pobliżu lokomotywy.
Ale orzeł zniknął.
Zniknął tak nagle, jak się pojawił.
Później eksperci potwierdzili, że zawalenie nastąpiło zaledwie kilka godzin przed przyjazdem pociągu.
Żaden czujnik nie zdążył wysłać sygnału alarmowego.
Nie otrzymano żadnego ostrzeżenia.
Według oficjalnych danych, dzięki temu awaryjnemu zatrzymaniu życie uratowano ponad trzystu osobom.







