“I have spent seven years teaching children.”
“Then teach kings.”
Before I could answer, the Dragon God descended over the valley.
Its crimson wings covered the moon.
Soldiers outside screamed.
The creature landed beyond the ruins, large enough to make Serath Keep seem like a child’s toy.
Its eyes fixed upon me.
Rhydian transformed and stood between us.
The Dragon God lowered its head.
Not to him.
To me.
Little Warden, it said.
Come judge the world that murdered your bloodline.
Rhydian’s silver dragon looked back at me.
The prophecy returned.
When wing chooses Warden above throne, the old fire shall be judged anew.
The god opened one claw.
Inside it burned the crowns of the five dragon kingdoms.
Wybierz – szepnęło.
Niech spłoną, a ja zwrócę ci twego brata.
ROZDZIAŁ 8
OSTATNI STRAŻNIK OGNIA
Cedric stał w płomieniu Boga Smoka.
Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałem przed masakrą.
Mocny.
Śmiech.
Żywy.
„Elara” – zawołał.
Zrobiłem krok naprzód.
Smok Rhydiana zablokował mi drogę swoim skrzydłem.
Głos boga dotarł do każdego umysłu w dolinie.
Jedno życie za pięć koron.
Jeden brat dla królestw, które go potępiły.
Żołnierze z południa zaczęli krzyczeć.
„Skorzystaj z okazji!”
„Niech królowie spłoną!”
„Zamordowali Seratha!”
Ich gniew wzrósł niczym nowy ogień.
Władcy pięciu królestw budowali pałace nad grobami i nazywali to pokojem.
Część mnie chciała zaakceptować.
Chciałem zobaczyć, jak ich sztandary obracają się w popiół.
Chciałem trzymać brata za rękę.
Rhydian powrócił do ludzkiej postaci.
Stał między mną a bogiem bez zbroi.
„Jeśli wybierzesz Cedrica, nie będę cię powstrzymywać.”
Spojrzałam na niego.
„Miliony mogą zginąć”.
“Tak.”
„Pozwoliłbyś mi to zrobić?”
“NIE.”
Jego głos się załamał.
„Ale nie będę udawał, że twój smutek jest prosty, bo konsekwencje są poważne”.
Fałszywy Cedric uśmiechnął się z płomienia.
Obiecałeś, że mnie nie zostawisz.
Wtedy już wiedziałem.
Mój brat nigdy by nie użył takich słów.
Wydał ostatnie tchnienie nakazując mi żyć.
„Nie jesteś Cedrikiem.”
Wyraz twarzy postaci uległ zmianie.
Jej twarz zapłonęła ogniem.
Bóg Smok wyciągnął swój pazur.
Mądrość, głosiło.
„Okrucieństwo” – odpowiedziałem.
Prawda często wydaje się okrutna istotom, które wolą iluzję.
„Chcesz osądu. To powiedz mi, jaką zbrodnię świat popełnił przeciwko tobie”.
Skrzydła boga poruszyły się.
Niebo wypełniły obrazy.
Starożytni ludzie klęczący przed smokami.
Królowie smoków przejmują władzę od Pierwszego Płomienia.
Kapłani wiążący dusze smoków z królewskimi liniami krwi.
Strażnicy Płomienia stworzyli Siedem Pieczęci nie dlatego, że Bóg Smok zaatakował ludzkość, lecz dlatego, że królowie bali się utraty kontroli nad dziećmi.
Pierwszy król Veyrów pomógł strażnikom dopiero po tym, jak zdał sobie sprawę, że więzy doprowadzają smoki do szaleństwa.
Bóg Smok obudził się i poczuł wściekłość.
Zniszczyło miasta.
Strażnicy Płomienia uwięzili go, aby powstrzymać rzeź, obiecując powrót, gdy ludzie i smoki będą mogli stawić czoła sobie bez łańcuchów.
Zamiast tego królowie przepisali przymierze.
Zniewalali smoki poprzez krwawe kontrakty.
Zlikwidowali strażników.
Zamienili tymczasowe więzienie w wieczne.
„Zostałeś zdradzony” – powiedziałem.
Podobnie jak twój dom.
„Ale zabiłeś niewinnych.”
Tak jak czynili wasi królowie.
„To nie czyni tego sprawiedliwym”.
Oczy boga zwęziły się.
A potem oceń lepiej.
Płomień serca we mnie zapłonął.
Pod piersią Boga Smoka otworzyła się ścieżka.
Prowadziła do pogrzebanego miasta Avarra.
Zrozumiałem.
Bóg nie chciał tylko wolności.
Chciało nowego przymierza.
Albo pozwolenie na zniszczenie starego świata.
Rhydian wyciągnął do mnie rękę.
„Idę z tobą.”
„Ta ścieżka jest dla Strażników Płomienia.”
„Wtedy będzie musiało nauczyć się rozczarowania”.
Zza nas dobiegł głos Mary.
„Oboje jesteście okropni w wykonywaniu poleceń.”
Pojechała na Blackthorn’ie przez zrujnowaną bramę.
Za nimi podążał kapitan Rowan z setką strażników królewskich.
Rhydian’s face became thunder.
“You were ordered to remain at Veyrhold.”
“The council tried to arrest me.”
Rowan dismounted.
“The princess was safer with us.”
Mara climbed down and walked toward me.
“I learned the first command.”
She placed her hand against Blackthorn’s brow.
“By first flame and faithful blood, remember.”
The stallion knelt.
The Dragon God watched her.
Royal blood speaking the Warden tongue.
The old divisions were already weakening.
Mara took my hand.
“You said you would teach me if we survived.”
“We have not survived yet.”
“Then we should continue.”
I wanted to send her away.
I wanted to build walls around every person I loved.
But walls had created this disaster.
“Stay with Rowan,” I said.
Mara nodded reluctantly.
Rhydian and I entered the path beneath the god.
We descended through caverns filled with the bones of ancient dragons.
At the deepest chamber stood the ruins of Avarra.
My father’s stories had described golden towers and rivers of blue fire.
Only shattered columns remained.
At the city’s center waited seven empty altars.
The heart-flame pulled me toward them.
Each altar represented a covenant.
Crown.
Wing.
Flame.
Memory.
Mercy.
Choice.
Sacrifice.
The Dragon God’s consciousness entered the chamber around us.
The old covenant bound dragons to kings and wardens to duty.
Create another.
“How?”
With blood freely given.
Rhydian drew his dagger.
“No.”
He looked at me.
“The prophecy says blood of crown and blood of flame.”
“It may kill you.”
“It may kill us both.”
“That is not comforting.”
“I was not attempting comfort.”
Despite the terror, I smiled.
He touched my face.
“If this ends badly, there is something I should have done in the chapel.”
“What?”
He kissed me.
Not with the hunger of destiny.
Not as a king claiming a promised bride.
His mouth met mine carefully, giving me every chance to retreat.
I did not.
Years of loneliness broke open between us.
His hand slid into my hair.
My marked palm rested over his heart.
Silver and gold fire rose around us, but neither burned.
When we parted, his forehead remained against mine.
“I love you,” he said.
The words were simple.
That made them absolute.
“I am still angry with you.”
“I know.”
“I may remain angry for years.”
“I am a patient man.”
“You threatened to burn your council.”
“Patient within reason.”
I laughed through tears.
“I love you too.”
The Dragon God rumbled above us.
Mortals.
We cut our palms.
Our blood fell upon the first altar.
The chamber awakened.
At Crown, Rhydian renounced the divine right of kings to bind dragons.
At Wing, the sleeping dragon souls of the world were released from inherited contracts.
At Flame, I opened the heart-fragment inside me.
Pain tore through my chest.
The Dragon God surged closer.
At Memory, the erased history of House Serath spread across every royal archive.
At Mercy, the god was offered freedom without vengeance.
At Choice, every dragon in the world was given the right to accept or refuse a human bond.
Only Sacrifice remained.
A golden inscription appeared.
THE WARDEN SHALL BECOME THE FINAL SEAL.
Rhydian read it.
“No.”
„Bóg potrzebuje naczynia, aby zachować równowagę”.
„Znajdź inną drogę.”
„Nie ma innej drogi.”
„Nie wiesz tego.”
“Ja robię.”
Prawda została między nami ustalona.
Gdybym stał się ostatnią pieczęcią, Bóg Smok nie zostałby uwięziony.
Spałoby we mnie, związane moim życiem.
Chciałbym zostać w Avarra na zawsze.
Rhydian chwycił mnie za ramiona.
„Powiedziałeś, że miłość to wybór.”
“To jest.”
„W takim razie wybierz nas.”
„Wybieram Marę. Wybieram każde dziecko, które będzie dorastać pod niebem bez wojny”.
„Nie rób z poświęcenia jedynej formy miłości, jaką rozumiesz”.
Jego słowa uderzyły w moją najgłębszą ranę.
Zawahałem się.
Ogień Boga Smoka wzniósł się.
Komnata zaczęła się zapadać.
Nie było czasu.
Pocałowałem Rhydiana jeszcze raz.
Potem wypchnąłem go poza krąg.
„Przepraszam.”
„Elara!”
Położyłem obie ręce na ostatnim ołtarzu.
Boski ogień mnie pochłonął.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłem, był Rhydian przebijający się przez barierę i sięgający w moją stronę, gdy świat stanął w płomieniach.
ROZDZIAŁ 9
ODRODZONY OGIEŃ
Obudziłem się we wspomnieniach Boga Smoka.
Nie było ciała.
Żadnego kamienia.
Nie mam czasu.
Widziałem narodziny pierwszego smoka pod niebem bez gwiazd.
Widziałem góry wznoszące się pod płonącymi skrzydłami.
Widziałem, jak ludzie podchodzili do smoków z ofiarami zamiast łańcuchów.
Potem na świecie pojawił się strach.
Królowie odkryli, że krew smoka może wydłużyć życie i wzmocnić armie.
Kapłani tworzyli wiążące runy.
Smoki stały się bronią.
Bóg Smok zstąpił w furii.
Miasta płonęły.
Dzieci ginęły pod ogniem, który miał na celu uwolnienie niewolników.
Strażnicy Płomienia powstali, aby temu zapobiec.
Nie wojownicy.
Świadkowie.
Nosili w sobie wspomnienia obu stron, więc żadna nie mogła udawać niewinności.
Głos mojego ojca rozbrzmiał w ciemności.
Strażnik Płomienia nie wybiera, kto zasługuje na życie, mały żarze.
Ona wybiera, czy świat zasługuje na drugą szansę.
Źle zrozumiałem ostateczny ołtarz.
Ofiara nie wymagała mojego wiecznego więzienia.
Zażądano oddania władzy.
Bóg Smok musiał zrzec się prawa do samodzielnego osądzania ludzkości.
Korony musiały zrzec się prawa do dowodzenia smokami.
Strażnik Płomienia musiał oddać kontrolę nad oboma.
Przymierze wymagało podjęcia trzech dobrowolnych wyborów.
Ja już swoje zrobiłem.
Rhydian dokonał swojego.
Bóg Smok nie.
„Prosiłeś mnie, żebym osądził świat” – powiedziałem w ogień. „Teraz ja osądzam ciebie”.
Ciemność się poruszyła.
Mały Strażnik.
„Zostałeś zdradzony.”
Tak.
„Zostałeś uwięziony.”
Tak.
„Ty też się myliłeś.”
Pożar stał się gwałtowny.
Trwałem przy swoim, choć nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc.
„Zamieniłeś żal w karę. Zabiłeś ludzi, którzy nigdy nie trzymali w rękach łańcucha”.
Nieśli krew tych, którzy to zrobili.
„Mara też.”
Zapadła cisza.
„Czy zabiłbyś ją?”
Bóg pokazał mi księżniczkę stojącą pod kopytami Blackthorna.
Mały.
Przerażony.
Wystarczająco odważna, by trzymać oczy otwarte.
Nie, przyznało.
„Więc krew nie jest winą.”
Ogień przygasł.
„Chcesz, żeby smoki były wolne.”
Tak.
„Wolność oznacza pozwolenie im na wybór świata, który może ci się nie podobać”.
Ogromna świadomość Boga Smoka cofnęła się.
„Nie można zamienić jednego pana na drugiego, nawet jeśli nowy pan nazywa siebie ojcem”.
W ciemności pojawiła się nowa obecność.
Srebrny ogień.
Rhydian.
Nie powinien móc się ze mną skontaktować.
Jednak jego smok rozdarł boskie wspomnienia krwawymi pazurami.
„Elara!”
Jego głos nadał mi kształt.
Siła robocza.
Oddech.
Serce.
Znalazł mnie w ogniu i przyciągnął do siebie.
„Miałeś zostać na zewnątrz.”
„Nigdy nie byłem dobry w posłuszeństwie.”
„Jesteś królem.”
„Nie tutaj.”
Bóg Smok krążył nad nami.
Król zrzekł się korony.
Strażnik zrzekł się dowództwa.
Czego wyrzeka się ojciec?
„Wyrok” – powiedziałem.
„I zemsta” – dodał Rhydian.
Płomienie boga zadrżały.
Jakże można zachować równowagę bez osądu?
„Przez pamięć” – odpowiedziałem. „Niech każdy smok pamięta o łańcuchach. Niech każdy człowiek pamięta o spalonych miastach. Niech żadne królestwo nie wymaże żadnej z tych prawd”.
A co jeśli powtórzą swoje zbrodnie?
„Wtedy konsekwencje poniosą sami.”
Świadomość Boga Smoka naciskała na nas.
Ramiona Rhydiana zacisnęły się wokół mnie.
Poczułem jego strach.
Poczuł moje.
Żadne z nas się nie odwróciło.
Na koniec bóg spuścił głowę.
Poddaję się zemście.
Siedem ołtarzy uległo zniszczeniu.
Avarra została zalana pożarem.
Rhydian i ja zanurzyliśmy się w ciemności, gdy Bóg Smok podzielił się na tysiąc rzek szkarłatnego światła.
Te rzeki przecinają świat.
Każdy kontrakt krwi spłonął.
Znaki królewskiego smoka zniknęły.
Związane smoki podniosły głowy i odkryły, że mogą odejść.
Niektórzy tak.
Inni pozostali przy jeźdźcach, których wybrali i pokochali.
Karmazynowe ciało nad Twierdzą Serath rozpuściło się w iskry.
Iskry wzbiły się w niebo i utworzyły nową konstelację w kształcie skrzydeł.
Wróciłem do swego ciała na podłodze Avarry.
Rhydian leżał obok mnie.
Przez jedną przerażającą chwilę nie oddychał.
Podczołgałem się do niego.
„Rhydiański.”
Brak odpowiedzi.
Jego skóra utraciła srebrny blask.
Smok w nim zniknął.
Nie umarł.
Bezpłatny.
Łzy zamazały mi obraz.
„Żądałeś, żebym wybrał nas.”
Przycisnąłem obie dłonie do jego klatki piersiowej.
„Nie możesz zrezygnować z tego wyboru”.
Odpowiedziało bicie serca.
A potem jeszcze jeden.
Rhydian kaszlnął.
Otworzył oczy.
Teraz były szare, a nie srebrne.
Człowiek.
Całkowicie ludzkie.
„Elara?”
Zaśmiałem się i uderzyłem go w ramię.
Złapał mnie za rękę.
„W tym powitaniu brakowało czułości.”
„Uważałem, że nie żyjesz.”
„Ja też.”
Pomagaliśmy sobie nawzajem wstać.
Miasto wokół nas zaczęło się odbudowywać.
Złote wieże wyłoniły się z popiołu.
Niebieski ogień powrócił do wyschniętych rzek.
W centrum komnaty mały szkarłatny smok, nie większy od kota, otworzył oczy.
Rhydian wpatrywał się.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






