REKLAMA

OSTATNI STRAŻNIK OGNIA

REKLAMA
OSTATNI STRAŻNIK OGNIA
REKLAMA

„Czy to—”

„Bóg Smok?”

Stworzenie kichnęło iskrą.

Podniosłem to.

Ugryzło mnie w rękawicę.

„Być może fragment.”

Rhydian dotknął jego głowy.

Smok pochylił się nad jego dłonią.

Nieograniczone.

Wybieranie.

Wróciliśmy na powierzchnię o wschodzie słońca.

Tysiące ludzi czekało przed twierdzą Serath.

Mara zobaczyła nas pierwsza.

Przebiegła obok każdego strażnika i rzuciła się na nas.

Rhydian podniósł ją jedną ręką.

Drugą owinęła mi wokół szyi.

„Zbyt długo to trwało.”

„Negocjowaliśmy z bogiem” – powiedział Rhydian.

„Powinieneś był zabrać przekąski.”

Kapitan Rowan pochylił głowę.

Siostra Ilyse otwarcie płakała.

Blackthorn podszedł.

Ogier spojrzał na Rhydiana.

Po raz pierwszy w żyłach króla nie płynęła smocza krew.

Blackthorn mimo wszystko spuścił głowę.

Wybór.

Nie dziedziczenie.

Rhydian dotknął czoła ogiera.

W ciągu następnych dni armie pięciu królestw złożyły broń.

Bez kontraktów ze smokami królowie nie mogli już zmuszać starożytnych bestii do wojny.

Floty zachodnie się wycofały.

Rebelianci z południa zażądali postawienia przed sądem pozostałych przy życiu sojuszników Malreca.

Wschodnie świątynie udostępniły ukryte przez siebie zapisy.

Ród Serath został oczyszczony z zarzutu zdrady.

Dekret króla Aldrica uznano za bezprawny.

Nic z tego nie przywróciło mi rodziny.

Prawda może naprawić historię.

Nie potrafił naprawiać grobów.

Wieczorem po zawieszeniu broni znalazłem Rhydiana przy grobie Cedrika.

Umieścił srebrny wisiorek w kształcie skrzydła na kamieniu.

„Dla Izoldy?” zapytałem.

„Dla nich obojga.”

Stanąłem obok niego.

„Cedric by cię nie lubił.”

„Tak zakładałem.”

„Nie lubił królów”.

„Rozsądny człowiek.”

„Mógł zmienić zdanie”.

Rhydian spojrzał na mnie.

„Zrobiłeś to?”

„Rozważam to.”

Wziął mnie za rękę.

Żadna przepowiednia nie została spełniona.

Nie było między nami boskiego ognia.

Tylko ciepło.

Jedyny wybór.

„Nie mam już smoka” – powiedział.

„Brzmisz, jakbyś był rozczarowany.”

„Przez całe życie wierzyłem, że jest częścią mnie”.

„Tak było.”

„A teraz?”

„Teraz należy do siebie”.

Srebrzysty ryk przetoczył się przez dolinę.

Dawny smok Rhydiana zstąpił z chmur.

Wylądował za cedrami i opuścił jedno skrzydło.

Rhydian wpatrywał się.

Smok czekał.

Nie rozkazano.

Atrakcyjny.

Uśmiechnąłem się.

„Wygląda na to, że nadal masz smoka.”

Rhydian zbliżał się powoli.

Srebrne zwierzę dotknęło swoim czołem jego czoła.

Powstała nowa więź, wolna od łańcuchów i odziedziczonej magii.

Wybrane swobodnie przez oboje.

Rhydian spojrzał na mnie spod skrzydła.

„Przyjedź do Veyrhold.”

„Jako twój Strażnik Płomienia?”

“NIE.”

„Jako guwernantka Mary?”

„Tylko jeśli zamierzasz nadal zadawać mi lekcje historii.”

„Jako co?”

Przebył dystans między nami.

„Jako kobieta, którą kocham”.

Uklęknął na jedno kolano.

Spojrzałam na niego.

„Nie masz pierścionka.”

„Przeżyłem odrodzenie boga. Miałem ograniczone możliwości robienia zakupów”.

Zaśmiałem się.

Trzymał mnie za obie ręce.

„Elaro Serath, nie mogę obiecać spokojnego życia”.

„Nie uwierzyłbym ci.”

„Nie mogę obiecać, że nigdy nie popełnię błędów.”

„Wierzę, że tak.”

„Mogę obiecać, że żadna korona nas nie rozdzieli. Żadna przepowiednia nie wybierze za nas. Żaden strach nie będzie silniejszy niż prawda, którą sobie nawzajem jesteśmy winni”.

Po raz pierwszy odkąd go poznałam jego wyraz twarzy stał się niepewny.

„Czy zbudujesz ze mną nowe królestwo?”

Spojrzałem w stronę grobu Cedrika.

W kierunku odrestaurowanych wież Avarra.

W stronę Mary czekającej w drzwiach kaplicy i udającej, że nie słucha.

„Tak” – powiedziałem.

Mara krzyczała tak głośno, że potrafiła spłoszyć ptaki z każdego cedru.

Rhydian wstał i pocałował mnie pod pierwszym spokojnym niebem, jakie nasze królestwa widziały od pokoleń.

ROZDZIAŁ 10

KRÓLESTWO, KTÓRE PAMIĘTAŁO

Rok po przebudzeniu Boga Smoka pięć królestw zebrało się w Veyrhold, aby podpisać Przymierze Wolnych Skrzydeł.

Żaden smok nie będzie już mógł zostać związany poprzez krew, runy, dziedzictwo ani koronę.

Obie strony dobrowolnie wybierałyby więzi między ludźmi i smokami, a każda z nich mogłaby je dobrowolnie zakończyć.

Strażnik Płomienia będzie strażnikiem pamięci, a nie dowódcą smoków.

Każde królestwo chciałoby zachować prawdziwą historię Powstania Popiołów.

Rhydian podpisał pierwszy.

Następnie na oczach zgromadzonego sądu złamał starą pieczęć królewską.

Niektórzy szlachcice wstrzymali oddech.

Mara bił brawo.

Podpisałem się herbem Serath, który mój ojciec nosił aż do nocy masakry.

Brązową pieczęć odnaleziono w prywatnym skarbcu Malreca.

Jego krawędzie pozostały popękane.

Odmówiłem naprawy.

Historia powinna zachować dowody tego, co zostało zniszczone.

Ocalali członkowie Krwawego Kultu stanęli przed publicznym procesem.

Kapitan Rowan przedstawił rejestry płatności.

Siostra Ilyse przeczytała zapisy świątynne.

Rodziny, które przez lata były uciszane, zabrały głos przed sądem.

Niektórzy więźniowie przyznali się.

Inni twierdzili, że posłuszni byli jedynie swoim władcom.

Nowe przymierze sprawiło, że posłuszeństwo nie było obroną przed okrucieństwem.

Kilku królów sprzeciwiło się tej zasadzie.

Ich własny naród tego nie zrobił.

Stary porządek osłabł nie przez ogień, lecz przez świadectwo.

Prawda okazała się bardziej destrukcyjna niż smoki.

Twierdzę Serath przebudowano na sanktuarium i szkołę.

W dolnych salach przechowywano historie wymazane z królewskich archiwów.

Jego dziedzińce stały się poligonami, na których dzieci uczyły się języka Pierwszego Płomienia.

Mara została najmłodszą uczennicą.

Była też najgłośniejsza.

„Źle umieściłaś czasownik” – powiedziałem jej pewnego popołudnia.

„Smok mnie zrozumiał”.

Mały szkarłatny smok siedział na jej biurku i zjadał róg jej podręcznika do gramatyki.

„To nie jest dowód poprawności językowej”.

„Zrobiło to, o co prosiłem.”

„Poprosiłeś go, żeby usiadł.”

„Siedzi.”

„To siedzi na twojej lekcji.”

Mara spojrzała na smoka.

“Przenosić.”

Zwinęła się w ciasną kulkę.

Rhydian obserwował ich z progu.

„Straciłeś kontrolę nad swoją klasą”.

„Mam jedną nieposłuszną księżniczkę i jednego boskiego gada”.

„Dwie nieposłuszne księżniczki” – poprawiła ją Mara.

Położyłem rękę na brzuchu.

Dziecko poruszyło się pod moją dłonią.

Uwaga Rhydiana natychmiast się przeniosła.

„Czy to było—”

“Tak.”

Przeszedł przez pokój tak szybko, że Mara przewróciła oczami.

Uklęknął przede mną i ostrożnie położył dłoń na moim brzuchu.

Nasza córka znów kopnęła.

Zdumienie odmieniło jego twarz.

Mara pochyliła się nad jego ramieniem.

„Będzie potrzebowała smoka.”

„Najpierw będzie musiała się urodzić” – powiedziałem.

„Mógłbym wybrać dla niej jedną.”

„Nie” – odpowiedzieliśmy jednocześnie z Rhydianem.

Mara westchnęła.

„Stałeś się bardzo surowy odkąd się ożeniłeś.”

Nasz ślub odbył się pod czarnymi cedrami.

Nie było żadnego przemarszu politycznego.

Żadnych ofiar ze smoka.

Żadnego starożytnego kontraktu małżeńskiego.

Mara niosła pierścienie.

Rowan zapomniał o swoim przemówieniu ceremonialnym.

Ilyse płakała przed rozpoczęciem przysięgi małżeńskiej.

Blackthorn próbował zjeść łuk kwiatowy.

Rhydian i ja obiecaliśmy sobie uczciwość.

Nie perfekcja.

Nie wieczne szczęście.

Uczciwość była trudniejszą przysięgą.

Potrzebowaliśmy tego w kolejnych miesiącach.

Pokój nie nadszedł tylko dlatego, że Bóg Smok zrezygnował z zemsty.

Wsie trzeba było odbudować.

Byli jeźdźcy smoków mieli problem z zaakceptowaniem utraty odziedziczonej mocy.

Uwolnione smoki zaatakowały stare więzienia i świątynie krwi.

Rodziny podzielone w sprawie prawdy o buncie.

Rhydian spędził długie tygodnie podróżując między królestwami.

Równie długie noce spędziłem na studiowaniu wspomnień, jakie pozostawił we mnie Bóg Smok.

Czasem budziłem się z krzykiem i miałem wizje płonących miast.

Czasami Rhydian budził się z przekonaniem, że Izolda nadal stoi w zachodniej wieży.

Nauczyliśmy się nie ukrywać przed sobą tych ran.

Mara dowiedziała się, że silni dorośli mogą odejść, a mimo to powrócić.

Srebrny smok nadal wybierał Rhydiana.

Przychodziło na zawołanie w większość dni.

W inne dni ignorował go i polował na jelenie górskie.

Rhydian narzekał na brak dyscypliny.

Przypomniałem mu, że byli królowie często uważali wolność za coś niewygodnego.

Minęło pięć lat.

Królestwa zmieniały się powoli.

Dzieci urodzone po Przymierzu nie nosiły żadnych wiążących znaków.

Dzikie smoki powróciły do ​​dolin.

Niektórzy nawiązywali współpracę z rolnikami, uzdrowicielami i podróżnikami, a nie z żołnierzami.

Błękitny smok rzeczny wybrał Siostrę Ilyse po tym, jak uratowała jedno z jego piskląt z zawalonej świątyni.

Kapitan Rowan nie nawiązał żadnej więzi ze smokiem i twierdził, że to dowodzi jego wyższości intelektualnej.

Nikt mu nie uwierzył.

Mały szkarłatny smok urósł do rozmiarów konia.

Mara nadała mu imię Ember.

Odrzucił każde siodło, które założono mu na grzbiet.

Ona nie chciała go do tego zmuszać.

Zamiast tego, wspólnie przebiegli przez pola pieszo.

Zwykle przegrywała.

Zawsze domagała się kolejnej próby.

W siódmą rocznicę śmierci Cedrica zebraliśmy się w Twierdzy Serath.

Czarne cedry urosły na tyle, że dawały cień kaplicy.

Imiona moich rodziców wyryto obok imienia Cedrica na jednym kamieniu.

Nie jako męczennicy.

Nie jako bohaterowie.

Jako ludzie, którzy żyli.

Mara położyła białe kwiaty na grobie.

Nasza córka, Liora, stała obok niej.

Sześcioletnia Liora odziedziczyła po Rhydianie upór, moją ciekawość i brak szacunku dla formalnych ceremonii.

Pociągnęła mnie za rękaw.

„Mamo, Blackthorn robi coś dziwnego.”

Stary ogier stał na dziedzińcu.

Upływ czasu nadał jego pyskowi srebrzysty wygląd, lecz jego czerwone oczy pozostały błyszczące.

Przed nim stała Mara.

Miała teraz piętnaście lat, była wysoka i poważna, a zamiast sukni księżniczki miała na sobie prosty płaszczyk treningowy.

Ember czekała obok niej.

Młody szkarłatny smok nigdy nikomu się nie kłaniał.

Mara zdjęła rękawiczkę.

W przeciwieństwie do mnie, ona nie miała znamienia Strażnika Płomienia.

Nowe przymierze nie przeszło przez krew.

Przeszło przez wybór.

Podniosła pustą dłoń.

„Pierwszym płomieniem i wierną krwią” – powiedziała – „pamiętaj”.

Blackthorn opuścił opancerzoną głowę.

Ember obserwowała go.

Wtedy młody smok również się skłonił.

Na dziedzińcu zapadła cisza.

Rhydian stał obok mnie.

Jego włosy na skroniach zaczęły siwieć.

Nadal zachowywał się jak wojownik, choć nie nosił już korony, z wyjątkiem sesji rady.

„Ona jest gotowa” – powiedział.

„Po co?”

„Zostać kolejnym Strażnikiem Płomienia”.

Spojrzałem na Marę.

Stary porządek wymagałby, aby odziedziczyła tę rolę ze względu na królewskie pochodzenie.

Nowe przymierze wymagało, aby ona pytała, a smoki odpowiadały.

Mara dotknęła czoła Blackthorna.

Ember przycisnął głowę do jej ramienia.

Żadna przepowiednia jej nie zapowiadała.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA