REKLAMA

OSTATNI STRAŻNIK OGNIA

REKLAMA
OSTATNI STRAŻNIK OGNIA
REKLAMA

Żaden bóg jej nie wybrał.

Wybrała odpowiedzialność, a smoki wybrały, że jej ją powierzają.

Łzy napłynęły mi do oczu.

Rhydian wziął mnie za rękę.

„Myślisz o Cedricu.”

„I mój ojciec.”

„Czy byliby dumni?”

„Mój ojciec krytykował jej wymowę”.

Rhydian się uśmiechnął.

„A Cedric?”

„Udawał, że nie płacze”.

Liora wbiegła na dziedziniec, zanim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać.

„Czy ja też mogę zostać Strażnikiem Płomienia?”

Mara przykucnęła.

“Niedzisiejszy.”

“Dlaczego?”

„Bo dzisiejszy dzień należy do mnie.”

Liora zastanowiła się nad tym.

„Czy jutro może być moje?”

Dorośli się śmiali.

Nad Veyrhold smoki przecinały wschód słońca.

Niektóre przewoziły jeźdźców.

Większość latała samotnie.

Na górskich sztandarach nie widniał już wizerunek smoka przykutego łańcuchem pod koroną.

Na zdjęciach widać było otwarte skrzydło otaczające płomień.

Rhydian przyciągnął mnie bliżej.

Pewnego razu wszedłem do jego twierdzy w połatanym płaszczu, pod fałszywym nazwiskiem i tak wielką ilością strachu, że wypełnił on każdy pokój.

Wierzyłem, że przetrwanie wymaga stania się niewidzialnym.

Wierzyłem, że miłość to kolejna słabość, którą wróg może wykorzystać.

Wierzyłem, że moja linia krwi to klątwa przekazywana z rodzica na dziecko.

Smoki pamiętały to, co królowie próbowali wymazać.

Rhydian widział kobietę pod pożyczonym imieniem.

Mara ufała mi, zanim ja nauczyłem się ufać sobie.

A gdy świat zażądał kolejnej ofiary, wybraliśmy przymierze zbudowane nie na posłuszeństwie, ale na wolności.

Blackthorn podniósł głowę.

Mara stała między starym ogierem a młodym smokiem, a promienie słońca rozświetlały ją złotym blaskiem.

Skończyła się era ukrytych linii krwi.

Rozpoczęła się era obligacji wybranych.

Rhydian pocałował mnie w skroń.

„Czy żałujesz przyjazdu do Veyrhold?”

Spojrzałam na nasze córki, na smoki nad wieżami i na mężczyznę, którego miłość nigdy nie wymagała, abym stała się mniejsza.

„Tylko lekcje arytmetyki.”

On się zaśmiał.

Dźwięk niósł się przez dziedziniec i czyste górskie niebo.

Razem obserwowaliśmy, jak smoki lecą w stronę świata, który w końcu do nich należy.

I po raz pierwszy w życiu nie myliłem już spokoju z brakiem ognia.

Pokój to wolność noszenia ognia bez konieczności jego niszczenia.

KONIEC

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA