REKLAMA

Ostatni zegarmistrz

REKLAMA
Ostatni zegarmistrz
REKLAMA

Znalazł tylko chłód polerowanego szkła i odbicie własnej, pooranej zmarszczkami starości.

– Murad – odezwał się w końcu cicho, a jego głos był tak spokojny, że aż mrożący krew w żyłach. – Czy pamiętasz, co ci powiedziałem, kiedy miałeś dziesięć lat i podarowałem ci ten stary zegarek kieszonkowy?

Murad skrzywił się lekko, jak człowiek, któremu próbuje się sprzedać sentymentalne bzdury w trakcie ważnej telekonferencji.

– Tato, proszę cię. Byłem dzieckiem. Nie pamiętam szczegółów każdego prezentu z dzieciństwa.

– Powiedziałem ci, że czas to jedyna waluta, której nie da się odzyskać – kontynuował Saleh, nie zważając na irytację syna. Sięgnął do szuflady pod stołem, wyciągnął z niej niewielkie, wytarte pudełko z mahoniowego drewna, otworzył je i położył na środku stołu, tuż obok dokumentów deweloperskich.

W środku leżał tamten posrebrzany zegarek kieszonkowy. Spora część posrebrzenia już dawno zeszła, odsłaniając żółtawy mosiądz pod spodem. Szkło cyferblatu było pęknięte po skosie, a wskazówki zatrzymały się na godzinie czwartej dwadzieścia pięć.

Murad spojrzał na przedmiot i na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka irytacji.

– Co to ma być?

– To jest twój czas, synu – powiedział Saleh, podnosząc wzrok na Murada. – Dałem ci go, żebyś pamiętał, skąd pochodzisz. Zabrałeś go wtedy do stolicy. A dziesięć lat temu, kiedy przyjechałeś tu na pogrzeb ciotki, zostawiłeś go w szufladzie w gościnnym pokoju. Zapomniałeś go. Tak jak zapomniałeś, jak pachnie chleb pieczony w piecu na opał, jak zapomniałeś dźwięku fal uderzających o skały naszego wybrzeża, jak zapomniałeś o tym, kto przez całe życie pracował w tym smrodzie i kurzu, żebyś mógł dzisiaj nosić garnitur za cztery tysiące dolarów.

Murad cofnął się o krok. Jego twarz stężała. Maska profesjonalnego menedżera pękła na chwilę, ukazując pod spodem coś mrocznego, nerwowego i głęboko zranionego.

– Chcesz mi robić wyrzuty?! – wybuchnął nagle, a jego głos odbił się echem od betonowych ścian warsztatu. – Że pracowałem? Że osiągnąłem sukces?! Myślisz, że chciałem siedzieć w tych brudnych klatkach schodowych i uczyć się po nocach przy świeczce, kiedy inni bawili się na plaży? Chciałem wyrwać się z tego biedy! Chciałem udowodnić wszystkim, że ktoś z naszej prowincji też może dojść na sam szczyt! A ty mi teraz wyciągasz jakiś stary, zardzewiały zegarek?!

– Nie wyciągam ci zardzewiałego zegarka, Murad – odpowiedział ojciec z niezłomnym spokojem. – Wyciągam ci twoją duszę. Bo sprzedałeś ją komuś, kto nawet nie podziękował za transakcję.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA