Obserwowałem, jak słońce łagodnie wznosi się nad wydmami. Nie było już potworem, nie było już świadkiem mojej bezradności.
Tylko światło.
„Nie” – powiedziałem.
Daleko, za betonem i stalą, Marcus budził się każdego ranka i widział ściany. Lena zestarzała się, obwiniając wszystkich oprócz siebie. Ich imperium przetrwało niecały tydzień po tym, jak uwierzyli, że wygrali.
Mój dopiero się zaczął.
Mira poruszyła się, jakby w rytm mojego serca. Pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się do ciepłego, złotego wiatru.
„Wracajmy do domu” – wyszeptałem.
I tym razem nikt nie mógł nam odebrać wody.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






