Julianne podniosła wzrok, list drżał w jej dłoni.
„Eleanor Henderson była z Vale” – wyszeptała. „Matka Marcusa była częścią mojej rodziny, zanim wyszła za mąż za Henry’ego”.
Twarz Amary pobladła.
Julianne rozłożyła ostatnią stronę.
Zdjęcie wypadło i upadło na podłogę ekranem do góry.
Na zdjęciu widać dwie młode kobiety stojące obok starej kamiennej fontanny, trzymające się za ręce i uśmiechające się do słońca.
Jedną z nich była babcia Julianne.
Drugą była Eleanor Henderson.
Na odwrocie wyblakłym atramentem napisano pięć słów:
Ona wie, gdzie jest Thomas.
Julianne wpatrywała się w imię.
Tomasz.
Imię jej ojca.
Jej ojciec, o którym jej powiedziano, zniknął, zanim była na tyle duża, by go pamiętać.
W tym właśnie momencie na wyświetlaczu jej telefonu pojawił się dźwięk połączenia przychodzącego.
Nieznany numer.
Julianne zadzwoniła raz.
Dwa razy.
Potem odpowiedziała.
Męski głos, starszy i drżący, wypowiedział jej imię, jakby czekał lata, żeby je wypowiedzieć.
„Julianne Vale?”
Nie mogła się ruszyć.
“Tak?”
Mężczyzna wziął drżący oddech.
„Mam na imię Thomas.”
CZĘŚĆ 3
W kolejce zapadła cisza na trzy uderzenia serca — na tyle długa, że Julianne usłyszała cichy szelest wiatru wpadającego przez otwarte okno i słabe, rytmiczne oddechy córek śpiących w sąsiednim pokoju.
„Julianne?” – powtórzył głos. Był ochrypły od upływu czasu, wytarty przez dekady milczenia. „Czy wciąż tam jesteś?”
Palce Julianne zacisnęły się na listu babci, aż zaskrzypiał ciężki papier.
„Kim jesteś?” zapytała. Jej głos nie drżał, choć czuła, że jej pierś jest pusta.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






