Ręka mężczyzny była ciepła.
Cofnęła palce i zbladła. Przez kilka sekund stała nieruchomo, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Myśli krążyły jej po głowie: „To nie może się dziać naprawdę… Umarli nie są ciepli. Chyba się mylę. To tylko moje nerwy…”
Ale wewnętrzny głos nie ucichł. Drżąc, ponownie dotknęła nadgarstka i tym razem położyła palce na pulsie.
Puls. Słaby, ledwo wyczuwalny – ale puls.
Anna cofnęła się gwałtownie i zakryła usta, żeby nie krzyczeć. Kręciło jej się w głowie: mężczyzna żył.
Gdyby nie spróbowała zdjąć pierścionka, uznano by go za zmarłego, a jego ciało poddano by sekcji zwłok następnego dnia.
Sekundy zdawały się wiecznością. Anna zrozumiała: jej nawyk kradzieży właśnie uratował życie mężczyźnie. Pobiegła po pomoc, dzwoniąc do lekarza.
Później odkryto, że mężczyzna doznał rzadkiego ataku padaczki – głębokiego, letargicznego snu. Jego tętno zwolniło do ślimaczego tempa, oddech był prawie niewyczuwalny, a nawet doświadczony lekarz uznał, że nie żyje.
Ale dzięki Annie, dzięki jej zbrodniczemu, ale tragicznemu czynowi, mężczyzna przeżył.
I tylko ona wiedziała, że przyczyną tego cudu nie było jej sumienie, lecz chciwość.






