Kilka sekund później włączono zasilanie awaryjne, zalewając wszystko przyćmionym, czerwonym światłem.
Wtedy ktoś zapukał.
Trzy powolne stuknięcia.
Claire przestała oddychać.
Julian wpatrywał się w drzwi.
Jeszcze trzy puknięcia.
Potem męski głos.
„Claire.”
Podniosła rękę do ust.
Twarz Juliana zbladła.
Mężczyzna przemówił ponownie.
„Wiem, że tam jesteś.”
Julian wyszeptał jedno imię.
„Marcus.”
Przyciągnąłem moje dziecko bliżej.
Klamka drzwi się obróciła.
Claire zamknęła je.
Jednak mężczyzna na zewnątrz nie próbował już więcej.
Zamiast tego powiedział coś, co zniszczyło ostatnią cząstkę pewności, jaka mi jeszcze pozostała.
„Eleno, nie oddawaj im swojego syna.”
Wpatrywałem się w drzwi.
Nigdy w życiu nie słyszałem tego głosu.
A jednak znał moje imię.
Znał moje dziecko.
Potem powiedział:
„Bo jeśli ojciec Juliana dostał to, czego chciał, to dziecko nie będzie dzieckiem Marcusa”.
Pauza.
„On też nie jest Julianem.”
CZĘŚĆ 4 — TAJEMNICA POCHOWANA POD KLINIKĄ BLACKWOOD
Julian przeszedł pokój trzema krokami i otworzył drzwi.
Claire złapała go za ramię.
„Nie.”
Strząsnął ją.
„Jeśli to mój brat, to nie będę się już przed nim ukrywać”.
Otworzył drzwi.
Mężczyzna stał na korytarzu.
Przez osiem lat wyobrażałam sobie zaginięcie brata Juliana wyłącznie poprzez zdjęcia rodzinne.
Młody.
Pewny siebie.
Uśmiechy obok drogich samochodów, świątecznych stołów, uroczystości ukończenia szkoły.
Mężczyzna na zewnątrz wyglądał jak na fotografiach, po tym jak życie przeciągnęło ich przez ogień.
Marcus Mercer był szczuplejszy od Juliana.
Włosy miał posiwiałe na skroniach.
Blizna przecinała jedną brew.
Miał na sobie ciemny płaszcz, mimo że w szpitalu było ciepło, i nie miał przy sobie żadnej torby, żadnych kwiatów, żadnego radosnego podarunku dla noworodka.
Jego wzrok natychmiast powędrował w moją stronę.
A potem do dziecka.
Coś w jego twarzy pękło.
„O Boże” – wyszeptał.
Julian popchnął go na ścianę.
„Gdzie byłeś?”
Marcus nie bronił się.
„Zabierz ode mnie swoje ręce.”
„Siedem lat!”
“Juliański.”
„Siedem lat, Marcusie!”
Ludzie stojący dalej na korytarzu zaczęli się gapić.
Claire zamknęła drzwi za Marcusem.
„Nie tutaj.”
Julian go uwolnił.
Marcus wygładził swój płaszcz.
Potem spojrzał na mnie.
“Przepraszam.”
„Po co?”
„Mimo wszystkiego.”
„To nie jest odpowiedź.”
„Nie”. Spojrzał na Juliana. „Ale są odpowiedzi, które żadnemu z was się nie spodobają”.
Mocniej przytuliłam moje dziecko.
„Zacznij od przesłania.”
Wzrok Marcusa stał się ostrzejszy.
„Jaka wiadomość?”
Pokazałem mu swój telefon.
Jego twarz się zmieniła.
„Ja tego nie wysyłałem.”
Nikt się nie odezwał.
„Teksty?” – zapytałem.
“NIE.”
„Wiedziałeś, że tu jestem.”
“Tak.”
„Wiedziałeś, że mam chłopca.”
“Tak.”
„Powiedziałeś, żeby nie oddawać im mojego syna.”
“Tak.”
„Ale nie wysłałeś pierwszych wiadomości?”
“NIE.”
Claire szepnęła: „A kto to zrobił?”
Marcus spojrzał na nią.
„Dlatego musimy stąd odejść.”
Julian roześmiał się gorzko.
„Zniknęłaś na siedem lat, a teraz wracasz do mojego życia i wydajesz wszystkim rozkazy?”
Marcus spojrzał mu prosto w oczy.
„Zniknęłam, bo nasz ojciec płacił ludziom za niszczenie dowodów, przekupywanie świadków i przedstawianie mnie jako osoby niezrównoważonej”.
Julian zacisnął szczękę.
„Oskarżyłeś go o rzeczy, których nie mogłeś udowodnić.”
„Miałem dowód”.
“Gdzie?”
Marcus wskazał na moje dziecko.
„Być może właśnie tam.”
Dreszcz przeszedł mi po skórze.
„Co to znaczy?”
Marcus westchnął.
„Blackwood nie tylko konserwował próbki rozrodcze. Prowadził program selekcji zarodków finansowany przez rodziny prywatne”.
Claire wzdrygnęła się.
Julian wpatrywał się w nią.
„Mówiłeś o nieautoryzowanych procedurach.”
„Nie wiedziałem wszystkiego”.
Marcus prawie się uśmiechnął.
„Zawsze wiedziałeś, że trzeba się bać.”
Wyraz twarzy Claire stwardniał.
„Nie masz pojęcia, jak bardzo ryzykowałem, pomagając Evelyn.”
Na dźwięk tego imienia twarz Marcusa złagodniała.
„Evelyn zaryzykowała więcej”.
„Co się z nią stało?” zapytałem.
Nikt nie odpowiedział.
Ta cisza powiedziała mi, że nie jest już po prostu nieobecną narzeczoną.
„Czy Evelyn jest d/e/@/d?”
Marcus spuścił wzrok.
„Zmarła siedem lat temu”.
Claire szepnęła: „Dwa tygodnie po zamknięciu Blackwood”.
“Jak?”
Marcus spojrzał na mnie.
„Wypadek samochodowy.”
Coś w jego tonie sprawiało, że ta fraza brzmiała fałszywie.
Julian też to zauważył.
„Myślisz, że tata to zrobił?”
„Myślę, że tata przez całe życie wierzył, że pieniądze mogą zmienić konsekwencje w papierkową robotę”.
Marcus podszedł bliżej łóżka.
„Evelyn odkryła, że Blackwood pobrał materiał genetyczny od dziesiątek zamożnych rodzin i przechowywał go w zaszyfrowanych dokumentach. Theodore nie był jedynym klientem. Ale miał coś, czego większość z nich nie miała”.
“Co?”
„Kontrola nad zarządem kliniki”.
Claire usiadła.
Marcus kontynuował.
„Twój ojciec chciał wnuka o określonych cechach. Mężczyzny. Wolnego od pewnych chorób dziedzicznych. Zdrowego fizycznie. Chciał, jak to nazwał, „silnej kontynuacji rodu Mercer”.
Julian się cofnął.
„To brzmi szalenie.”
„Był szalony na punkcie spuścizny”.
„A gdzie ja mam w tym wszystkim miejsce?” – zapytałem.
Marcus spojrzał na mnie z czymś w rodzaju wstydu.
„Zostałeś wybrany.”
To słowo uderzyło mocniej niż krzyk.
“Wybrany?”
„Spotkałeś Juliana na kolacji Fundacji Harringtona.”
Zapamiętałem to.
Miałem dwadzieścia pięć lat.
Zaprosiła mnie przyjaciółka, ponieważ pracowała w organizacji charytatywnej zajmującej się nauką czytania i pisania.
Julian wylał na moją sukienkę wodę gazowaną.
Śmialiśmy się.
Zadzwonił do mnie następnego ranka.
To było jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
Marcus zniszczył to sześcioma słowami.
„To spotkanie nie było przypadkowe”.
Spojrzałem na Juliana.
Jego twarz się skrzywiła.
„Eleno, przysięgam ci…”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






