„Pomieszkaj trochę sama – może się opamiętasz” – powiedział mi mąż, zanim wyjechał do swojej matki. Ale ostatecznie to on musiał mnie błagać, żebym pozwoliła mu wrócić.
— Pożyj trochę sam — może się opamiętasz! I nie waż się dzwonić, dopóki nie zrozumiesz, co straciłeś!
Paweł zapiął walizkę z taką powagą, że można by pomyśleć, iż zamyka sarkofag wielkiego faraona, którego wieczny spoczynek został zakłócony przez nędznych pospólstwo. Wyprostował się, poprawił kołnierzyk koszuli, którą kupiłem mu tydzień wcześniej, i obrzucił mnie spojrzeniem pełnym świętego oburzenia.
Siedząc na sofie z kubkiem stygnącej herbaty w dłoniach, obserwowałem przedstawienie z umiarkowanym zainteresowaniem. Ten mężczyzna miał pięćdziesiąt pięć lat, a mimo to wyjeżdżał odwiedzić matkę, jakby właśnie wyrzucono go z królewskiego skarbca.
W pewnym sensie dokładnie to się wydarzyło.
Kłótnia wybuchła, ponieważ kategorycznie odmówiłem zapłacenia za nowy silnik do jego łodzi. Przypomniałem mu rozsądnie, że budżet rodzinny pokrył już koszty ubezpieczenia samochodu, karnetu na basen i opieki stomatologicznej.
Moja kwartalna premia, którą Paweł już wcześniej mentalnie wydał na wyprawy wędkarskie na Wołdze, w końcu wylądowała na moim koncie oszczędnościowym.
„Zamknij drzwi szczelnie. Jest przeciąg” – zapytałem spokojnie, upijając łyk herbaty.
Paweł omal się nie udławił z oburzenia. Na jego policzkach pojawiły się nieregularne czerwone plamy. Spodziewał się, że wybuchnę płaczem, kurczowo trzymając się jego nóg i obieca, że następnego ranka wezmę pożyczkę.
Kiedy nic z tego się nie wydarzyło, prychnął pogardliwie, chwycił walizkę i z głośnym trzaskiem zatrzasnął za sobą drzwi wejściowe.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






