Jej twarz się zmieniła. Coś w jej wnętrzu zdawało się zapadać do środka.
“Ja wiem.”
„Wiedziałeś, że jest chory?”
“Tak.”
„I nie poszłaś go zobaczyć?”
Jej chude dłonie zacisnęły się na spodku.
„On by mnie tam nie chciał.”
„Nie” – powiedziałem. „Wyobrażam sobie, że nie”.
Pan Calloway pozostał przy drzwiach, cichy i czujny.
Sięgnęłam do torebki i wyjęłam kopertę zwrotną. Położyłam ją na małym stoliku obok jej herbaty.
„Ty to napisałeś?”
Ona na to nie patrzyła.
Tak właśnie wiedziałem.
„Naprawdę?” – zapytałem ponownie.
Jej usta drżały.
“Tak.”
Słowo było małe, ale coś kończyło.
Usiadłem naprzeciwko niej, zanim jeszcze nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
„Przez wszystkie te lata” – powiedziałem – „Thomas myślał, że go odrzuciłem”.
Panna Morris zamknęła oczy.
„Myślałem, że cię chronię.”
„Z czego? Z listu?”
„Z powrotu.”
Odpowiedź była tak bezpośrednia, że zaparło mi dech w piersiach.
Otworzyła oczy. Były łzawiące, ale wyraźniejsze, niż się spodziewałem.
„Byłaś genialna, Nancy. Rozumiesz to? Naprawdę genialna. Nie tylko dobra uczennica. Nie tylko pracowita. Miałaś umysł, który mógł cię ponieść poza to miasto. Wszyscy to widzieli. Nawet ci, którzy mieli ci tego za złe”.
„To nie był twój wybór.”
„Nie” – powiedziała. „Nie było”.
To przyznanie nie dało mi żadnej satysfakcji.
„Dlaczego więc?”
Spojrzała przez okno. Na dziedzińcu opiekun pchał starszego mężczyznę na wózku inwalidzkim pod kwitnący mirt.
„Bo widziałam zbyt wiele dziewcząt, które zostały” – powiedziała. „Miały stypendia, marzenia, szanse. Potem jakiś chłopak płakał, albo któryś z rodziców zachorował, albo ktoś powiedział, że miłość oznacza poświęcenie. I zostały. Pięć lat później były zmęczone. Dziesięć lat później były złe. Dwadzieścia lat później nie mogły sobie przypomnieć, czego chciały”.
Jej głos stał się niepewny.
„Myślałem, że Thomas cię odciągnie.”
„Nie zrobił tego. Zrobił to jego ojciec.”
„Tak.” Jej wzrok znów powędrował w moją stronę. „I pomogłam mu.”
Zapadła między nami cisza.
Nie pusta cisza. Pełna cisza.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






