„Po prostu odchodzisz?”
“Co?”
„Staram się być na tyle użyteczny, żeby nikt mnie nie zostawił”.
Usiadł na brzegu łóżka.
Otworzyłem boczną kieszeń walizki.
„Czekałeś, aż doktor Kahn przekaże ci dobre wieści” – powiedziałem. „Postanowiłeś, że jak tylko wyzdrowiejesz, będę mógł odejść bez poczucia winy”.
Usiadł na brzegu łóżka.
Theo spuścił wzrok.
„Kiedy byłem chory, nie mogłem cię o to prosić” – powiedział.
„Zapytaj mnie o co?”
„Czy nadal mnie chcesz.”
Przestałem się pakować.
„Zapytaj mnie o co?”
„Prosiłeś mnie o zajmowanie się rachunkami. Prosiłeś mnie o przesiadywanie na spotkaniach. Prosiłeś mnie, żebym nie spał, kiedy się boisz. Dlaczego to było jedyne pytanie, którego nie mogłeś zadać?”
„Bo potrzebowałam tych rzeczy. Gdybym zapytała, czy mnie kochasz, a ty odpowiedziałbyś, że tak, nigdy nie dowiedziałabym się, czy mówisz poważnie, czy raczej: »Nie mogę cię tak zostawić«”.
Jego słowa zawisły między nami.
„Potrzebowałem tych rzeczy.”
Zamknąłem walizkę w połowie.
„Więc czekałeś do dziś.”
„Dzisiaj po raz pierwszy mogłeś dokonywać wyborów, bez ryzyka, że rak dokona wyboru za ciebie”.
Po raz pierwszy zrozumiałem, o czym myślał.
Nadal nienawidziłem tego, co z nim zrobił.
„Gdybyś nie zachorowała” – zapytał – „czy nadal bylibyśmy małżeństwem?”
„Więc czekałeś do dziś.”
Kilka miesięcy wcześniej chroniłbym go przed poznaniem odpowiedzi.
“Nie wiem.”
Theo odwrócił wzrok.
„Ale ty też nie wiesz” – kontynuowałem. „Rozpadaliśmy się przed rakiem. Potem zachorowałeś i nagle potrzebowaliśmy się tak bardzo, że żadne z nas nie musiało pytać, czy naprawdę jesteśmy szczęśliwi”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






