„Nie. Nie możesz tego ogłaszać, a potem gapić się w ścianę. Powiedz mi dlaczego.”
„Przepraszam, Alicia. Naprawdę.”
Raz się zaśmiałem.
„Przepraszasz?”
„Czekałem już wystarczająco długo”.
Potem wyszedł.
Wyjątkowo nie poszedłem za nim.
Niczego nie naprawiłem.
Po prostu siedziałam tam, aż słowa na formularzach medycznych zbladły mi przez łzy.
Kilka minut później w drzwiach pojawił się dr Kahn.
„Alicia?”
Wytarłem twarz.
„Czy on już poszedł?”
„Tak. Poprosił recepcję, żeby zamówiła mu taksówkę.”
Spojrzałem na lekarza.
„Czy wiesz?”
„Wiesz co?”
„Że mój mąż najwyraźniej czekał, aż pokona raka, zanim mnie zostawi”.
Doktor Kahn przysunął krzesło bliżej.
„Nie. Theo nigdy mi nie mówił, że zamierza to dzisiaj zrobić.”
“Ale?”
Zawahał się.
„Jest coś, co powinieneś wiedzieć.”
Całe moje ciało się napięło.
“Co?”
„Kilka tygodni temu Theo dał mi pozwolenie, żebym ci coś powiedział, jeśli zdecyduje się odejść.”
„Zaplanował to z tobą?”
„Nie. Ale martwił się, że zostałeś, bo czułeś się za niego odpowiedzialny.”
Spojrzałam na niego.
“Odpowiedzialny?”
„Myślał, że jego choroba uniemożliwiła ci wyjazd.”
Złość ogarnęła mnie natychmiast.
„Pracowałem na nocki. Przywoziłem go tutaj, kiedy ledwo mogłem utrzymać oczy otwarte. Siedziałem przy nim, kiedy nie mógł nawet ustać. A on myśli, że to litość?”
Doktor Kahn spojrzał mi w oczy.
„Theo musi mu wyjaśnić, dlaczego tak uważa.”
Potem odżyło stare wspomnienie.
E-mail.
Konsultacja.
Jedna noc przed diagnozą, o której tak bardzo starałam się zapomnieć.
Złapałam torebkę.
„Alicia, nie musisz rozwiązywać tego problemu dziś wieczorem.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






