“Tak.”
„To nie pomaga w twojej sprawie”.
„Też to wiem”. Podszedł o krok bliżej, a potem zatrzymał się w pełnej szacunku odległości. „Przepraszam”.
Przeprosiny zdawały się ją rozbrajać bardziej, niż jakikolwiek argument.
Kontynuował zanim stracił odwagę.
„Nie wiem, jak to zrobić. Nie wiem, o co mam prawo pytać. Nie wiem, czego ode mnie potrzebujesz i wiem, że nie zasługuję dziś na odpowiedź. Ale nie mogę wrócić do Dallas i udawać, że ich nie widziałam”.
Lillian spojrzała na teczkę, którą trzymała w rękach.
Noah lekko pociągnął ją za rękaw. „Mamo, czy on ma kłopoty?”
„Nie” – powiedziała, choć jej wzrok wciąż utkwiony był w Whitmanie. „Niezupełnie”.
Oliver spojrzał na Whitmana. „Czy złamałeś regulamin szkoły?”
Whitman pokręcił głową. „Mam nadzieję, że nie”.
„Bo pani w biurze powiedziała, że nie wolno biegać”.
„Nie biegłem.”
Oliver skinął głową, zadowolony.
Lillian westchnęła. W tym dźwięku słychać było raczej wyczerpanie niż irytację.
„Muszę im przynieść kolację” – powiedziała.
„Pozwól, że cię zabiorę.”
“NIE.”
Skinął głową. „W takim razie pozwól mi iść z tobą”.
Jej odpowiedź była natychmiastowa. „Nie”.
Obaj chłopcy wyglądali na rozczarowanych, co wszystkich zaskoczyło.
Noah przytulił notatnik do piersi. „Ale chciałem zapytać o wieżowce”.
Wyraz twarzy Lillian zmienił się.
Whitman dostrzegł w jej twarzy walkę. Chroniła ich latami, trzymając go z daleka. Teraz chłopcy byli ciekawi, a ciekawość była trudniejsza do stłumienia niż strach.
„Innym razem” – powiedziała.
„Kiedy?” zapytał Noe.
“Wkrótce.”
Dzieci miały zdolność znajdowania najsłabszych punktów obietnic.
„Jak szybko?”
Lillian na chwilę zamknęła oczy.
Whitman powiedział: „Czy sobota rano byłaby odpowiednia? Gdzieś w miejscu publicznym. W parku. Wybierz sobie. Jedna godzina”.
Lillian spojrzała na niego ostro.
Lekko uniósł obie ręce. „Tylko jeśli uznasz, że to w porządku”.
Noah szepnął do Olivera: „W parkach są ławki. Możemy rysować budynki”.
Oliver szepnął w odpowiedzi: „A może i kaczki”.
Lillian spojrzała na swoich synów.
Potem spojrzała na Whitmana.
„Sobota” – powiedziała w końcu. „Trinity Park. Dziesiąta rano. Godzina”.
Whitman poczuł, że coś w jego piersi się rozluźnia.
“Dziękuję.”
„To nie jest żadna obietnica wykraczająca poza to”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






