Każdego ranka wchodziłem do domu przygotowany na coś gorszego i za każdym razem było to tylko śniadanie. To właśnie mnie przerażało. Włamanie się obcego człowieka zdemolowałoby cały lokal. Ale żaden obcy nie włamał się i nie przypomniał sobie, że lubię dwie kostki cukru i mleko owsiane.
Przygotowywałem się na coś gorszego.
Każde śniadanie było dokładnie takie, jakie sama bym wybrała.
Usiadłam na kuchennych płytkach i rozpłakałam się po raz pierwszy od roku. Potem wstałam wściekła na siebie.
Na moim telefonie znów pojawił się numer kierunkowy Michigan. Rozłączyłem się.
***
W czwartek wieczorem w szpitalu moja koleżanka Kelly zobaczyła mnie przy wózku z lekami.
Wstałem wściekły na siebie.
Hej, wczoraj jakiś facet dzwonił do centrali i pytał o ciebie.
Bardzo ostrożnie rozłożyłem wykres.
“Jaki facet?”
„Nie zostawił imienia. Brzmiał starzej i ostrożniej dobierał słowa”. Kelly zmarszczyła brwi. „Maureen, wszystko w porządku?”
„Co mu powiedziałeś?”
„Nie mogłem potwierdzić personelu. Standard. Maureen, serio.”
“Nic mi nie jest.”
„Nie jesteś. Zadzwoń na policję.”
“Będę.”
„Co mu powiedziałeś?”
***
W pokoju socjalnym udało mi się wcisnąć 911 w telefonie. Potem pomyślałem, żeby powiedzieć, że ktoś się włamuje i robi mi śniadanie, i że dzwonili do pracy. Mój kciuk ani drgnął.
Zamiast tego wróciłem do pracy.
***
W piątek rano wróciłem do domu i czekał na mnie kolejny posiłek.
Podszedłem do szuflady ze śmieciami i wyciągnąłem list.
Na adresie zwrotnym widniał napis przypominający pismo Bobby’ego.
Mój kciuk nie chciał się ruszyć.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






