“NIE.”
„W takim razie nie.”
„Jestem tu dla pana Vale’a.”
„Wiele osób tak robi.”
„Chodzi o Vincenta Romano.”
Jej wyraz twarzy się nie zmienił.
Ale jej ręka przestała poruszać się po klawiaturze.
„Jak masz na imię?”
„Claire Bennett.”
Podniosła słuchawkę, nacisnęła jeden przycisk i powiedziała: „Jest tu Claire Bennett w jego sprawie”.
Cisza.
Po czym się rozłączyła.
„Na końcu korytarza. Pierwsze drzwi.”
Adrian Vale stał, gdy wszedłem.
Był wysoki, szczupły i starszy, niż się spodziewałem, miał zmęczone oczy i ostrożną twarz. Nie poprosił mnie, żebym usiadł, dopóki nie zamknął za mną drzwi.
„Jak się czuje?” zapytał.
Pytanie było zbyt bezpośrednie, żeby można je było zadać swobodnie.
„Wiedziałeś, że może się obudzić?”
„Wiedziałem, że jest uparty”. Wskazał na krzesło. „Proszę”.
Siedziałam, ściskając torbę.
„Mam coś.”
Czekał.
Położyłem kartę pamięci na jego biurku.
Po raz pierwszy opanowanie Adriana Vale’a uległo zachwianiu.
Nie dotknął go od razu.
„Gdzie to znalazłeś?”
„W książce.”
Podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
„Powiedział ci?”
“Tak.”
Adrian usiadł powoli.
„Więc on mówi.”
“Czasami.”
„A Marco wie?”
“Nie wiem.”
„To znaczy, że tak, wkrótce.”
Otworzył szufladę biurka, wyjął małe metalowe pudełko i umieścił w nim kartę, nie wkładając jej do żadnego urządzenia.
„Nie zamierzasz na to spojrzeć?”
„Nie tutaj.”
“Dlaczego?”
„Bo Vincent nie wysłałby cię do mnie z czymś nieszkodliwym.”
To nie było pocieszające.
Wstałem.
„Dostarczyłem. Muszę iść.”
„Panna Bennett.”
Zatrzymałem się przy drzwiach.
Głos Adriana był cichy.
„Powinnaś coś zrozumieć. Vincent przygotował się na wiele możliwości. Nie powinnaś być w to zamieszana.”
Odwróciłem się.
„To dlaczego ta kartka znalazła się w książce w jego pokoju szpitalnym?”
„Bo ufał wzorcom bardziej niż ludziom. Wiedział, że personel będzie się rotował. Wiedział, że większość będzie unikać z nim rozmowy. Wiedział, że każdy, kto jest lojalny wobec Marco, będzie przeszukiwał oczywiste miejsca i ignorował wszystko, co ma wydźwięk sentymentalny”. Adrian zrobił pauzę. „Ale ty zmieniłeś ten wzorzec”.
Przypomniały mi się miesiące spędzone na czytaniu na głos obok mężczyzny, który nie potrafił odpowiedzieć.
„Mówisz, że to błąd.”
„Nie” – powiedział Adrian. „Sprawiam, że brzmi to jak ryzyko”.
Kiedy wróciłem wieczorem do St. Jude’s, pudełka po ciastkach nie było w śmietniku.
Zauważyłem to, ponieważ worek na śmieci został wymieniony, ale mały, biały sznurek z pudełka po pieczywie leżał na podłodze w pobliżu stanowiska pielęgniarek, częściowo ukryty pod biurkiem.
Mały szczegół.
Być może bez znaczenia.
Z tym że dr Mercer wyrzucił je nieotwarte.
I ktoś je wyjął.
Szłam do pokoju Vincenta, czując jak puls mi przyspiesza.
Matteo nie było za drzwiami.
Na jego miejscu stanął młodszy mężczyzna, którego nie rozpoznawałem.
„Gdzie jest Matteo?” zapytałem.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
„Przeniesiony.”
„Przez kogo?”
“Rodzina.”
Zrobiło mi się sucho w ustach.
Otworzyłem drzwi.
Vincent spał, a może udawał. Pokój wyglądał normalnie. Maszyny stały nieruchomo. Zasłony były na wpół zaciągnięte. Książki piętrzyły się obok szafki.
Doktora Mercera tam nie było.
Sprawdziłem jego wykres.
Brak nowych zamówień.
Brak notatki o Matteo.
Nie było żadnych oznak, że cokolwiek się zmieniło.
Oprócz powietrza.
Powietrze było złe.
Podszedłem do łóżka Vincenta i lekko dotknąłem jego ramienia.
Jego oczy otworzyły się natychmiast.
„Claire.”
„Matteo odszedł.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






