REKLAMA

Przez sześć miesięcy opiekowałam się mężczyzną, o którym wszyscy lekarze myśleli, że nigdy się nie obudzi.

REKLAMA
Przez sześć miesięcy opiekowałam się mężczyzną, o którym wszyscy lekarze myśleli, że nigdy się nie obudzi.
REKLAMA

Jego twarz stwardniała.

“Jak długo?”

„Nie wiem. Ktoś nowy jest na zewnątrz.”

Spróbował usiąść.

Położyłam dłoń na jego piersi.

“NIE.”

„Claire—”

„Nie. Jeśli upadniesz, stracę prawo jazdy i rozum.”

Zatrzymał się, ciężko oddychając z powodu niewielkiego wysiłku.

Pochyliłem się bliżej i zniżyłem głos.

„Dostarczyłem.”

Jego oczy spotkały się z moimi.

„Do Adriana?”

“Tak.”

Po raz pierwszy odkąd się obudził, Vincent wyglądał na niemal ulżonego.

Prawie.

Następnie spojrzał w stronę drzwi.

„Musisz wyjść.”

„Dopiero co tu dotarłem.”

„Wyjdź ze szpitala. Dziś wieczorem.”

Dreszcz przeszedł mnie po plecach.

“Dlaczego?”

Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi się otworzyły.

Marco Romano wszedł do środka.

Tym razem nie miał na sobie płaszcza. Rękawy miał równo podwinięte do przedramion, a jego wyraz twarzy był tak spokojny, że pobudził każdy nerw w moim ciele.

Za nim stał nieznany strażnik.

„Dobry wieczór” powiedział Marco.

Wyprostowałem się.

„Wizyty nadal są ograniczone”.

„Wiem”. Spojrzał na łóżko. „Ale ograniczenia potrafią się zmieniać, gdy rozmawiają o nich odpowiednie osoby”.

Oczy Vincenta były zamknięte.

Jego twarz zwiotczała.

Jego ciało pozostaje nieruchome.

Marco podszedł powoli i zatrzymał się u stóp łóżka.

„Mój brat zawsze uwielbiał publiczność” – powiedział cicho. „Nawet podczas snu”.

Nic nie powiedziałem.

Marco spojrzał na mnie.

„Jak się czuje?”

“Stabilny.”

„Znowu to słowo.”

„Pozostaje dokładny”.

Jego wzrok zatrzymał się na mojej twarzy.

„Jesteś bardzo lojalny, jak na kogoś, komu płaci się za godzinę.”

„Jestem profesjonalistą.”

“Oczywiście.”

Podszedł do okna i spojrzał na miasto.

Przez chwilę wydawał się niemal smutny.

„Wiesz, kiedy byliśmy chłopcami, Vincent mi czytał. Nasza mama często chorowała. Tata często był nieobecny. Vincent wypełniał ciszę, zanim nauczył się, ile warta jest cisza”.

Wbrew sobie moje spojrzenie powędrowało w stronę łóżka.

Vincent się nie poruszył.

Marco zauważył.

Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.

„Miał wtedy dobry głos. Delikatny. Ludzie o tym zapominają.”

Nie wiedziałem co powiedzieć.

Marco odwrócił się od okna.

„Czy kiedykolwiek opowiadał ci o nocy, kiedy zginęła nasza matka?”

“NIE.”

„Nie, chyba nie”. Wygładził jeden mankiet. „Vincent jest wybredny w kwestii czułości. Dzięki temu ludzie czują się wybrani”.

Coś w jego tonie mnie zabolało.

Nie złość.

Nie zazdrość.

Stary ból, starannie wypolerowany, aż zaczął błyszczeć jak coś innego.

„Panie Romano, twój brat potrzebuje odpoczynku.”

„Mój brat potrzebuje wielu rzeczy.”

Marco podszedł do łóżka.

Stanęłam przed nim, zanim zdążyłam pomyśleć.

Jego wzrok powędrował na moje buty, po czym powoli podniósł wzrok.

Nastąpiła cisza, delikatna i niebezpieczna.

W końcu się uśmiechnął.

„Przywiązałeś się.”

„To jest niestosowne.”

„To nieprawda.”

Monitor wydawał stały sygnał dźwiękowy.

Zmusiłam się, żeby nie patrzeć na Vincenta.

Marco pochylił się nieco bliżej i zniżył głos.

„Claire, czy mogę mówić do ciebie Claire?”

“NIE.”

Uśmiechnął się szerzej.

„No to pielęgniarko Bennett. Mój brat zawsze był świetny w zamienianiu obcych w żołnierzy. Wmawia im, że chronią rannego, a nie służą temu, kto jest niebezpieczny”.

Nienawidziłem tego, że słowa znalazły we mnie miejsce.

„To mój pacjent” – powiedziałem.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA