„Pani Mercer, notatkę można otworzyć tylko za pani zgodą i w obecności rzecznika praw pacjenta lub prawnika szpitala”.
Wiktoria westchnęła. „To śmieszne. Nora się boi, co jest zrozumiałe, ale nie możemy opóźniać poważnego zabiegu z powodu jakiegoś sentymentalnego nieporozumienia”.
Zignorowałem ją i spojrzałem na Marę.
„Zadzwoń do nich.”
Julian podszedł bliżej.
„Nora.”
Po raz pierwszy tego ranka spojrzałam prosto na męża, a nie na rolę, którą odgrywał. Był przystojny, jak na Mercera przystało – miał proste linie, drogi zegarek, granatowy garnitur skrojony tak, by sugerować odziedziczoną pewność siebie, i obrączkę, która kiedyś dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Teraz ta obrączka wyglądała jak rekwizyt.
„Przyprowadziłeś ją tu wczoraj wieczorem” – powiedziałem.
Jego szczęka się napięła.
„Myślałeś, że się nie dowiem?”
„Myślałem” – powiedział ostrożnie – „że zrozumiesz, że sytuacje medyczne czasami wymagają współczucia”.
Współczucie.
W Centrum Medycznym św. Agnieszki było dwanaście prywatnych apartamentów. Rodzina Mercerów przekazała wystarczająco dużo pieniędzy, aby całe skrzydło szeptało ich imię. Sienna mogła wyzdrowieć w każdym miejscu. Ale tylko jeden pokój mógł mnie zranić. Tylko jeden pokój mógł pomieścić inną kobietę w tym samym miejscu, które moja umierająca matka dla mnie uchroniła.
„Prosiłaś o ten pokój, Sienno?” – zapytałem.
Podniosła oczy. Były mokre, choć nie od bólu fizycznego.
„Nie wiedziałam” – wyszeptała.
Julian odwrócił się do niej zbyt szybko. Zbyt gwałtownie. Sienna to zauważyła i połknęła to, co miała zamiar dodać.
„Nie wiedziałeś, że to moje?”
Spojrzała na koc.
„Julian powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko.”
No i stało się. Nie na tyle, żeby to było wyznanie, ale wystarczająco, żeby wywołać popłoch.
Część 2 — Słowa, które moja matka zakopała w systemie
Mara poszła skontaktować się z rzecznikiem praw pacjenta, a w chwili, gdy drzwi się zamknęły, wyraz twarzy Juliana się zmienił. Niewiele. Nigdy dużo. Ale wystarczająco, żebym zrozumiała, że jego spokój zawsze był jak kostium ze szwami.
„Posłuchaj mnie” – powiedział.
Podniosłem z podłogi swoją torbę podróżną.
“NIE.”
„Zaraz zostaniesz poddany znieczuleniu. Taki konflikt może wpłynąć na wynik.”
„Jak miło z twojej strony, że zainteresowałeś się moją osobą, po tym jak oddałeś moją salę rekonwalescencyjną swojej pani.”
Sienna wzdrygnęła się, gdy użyłem tego słowa. Julian zamknął oczy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






