Udekorowała papierową torbę takimi samymi małymi niebieskimi gwiazdkami.
Gdy winda wiozła nas na górę, nagle na mnie spojrzała.
„Mamo, czy nienawidzisz tatusia?”
Pytanie mnie zaskoczyło.
“NIE.”
„Nadal jesteś na niego zły?”
“Czasami.”
Zastanowiła się nad moją odpowiedzią.
„Czy ktoś może być zły i mimo tego wszystko będzie w porządku?”
Spojrzałem na nasze odbicia w drzwiach windy.
„Tak” – powiedziałem. „Mogą”.
Drzwi się otworzyły.
Daniel czekał na zewnątrz.
Lily pobiegła w jego stronę trzymając w ręku ozdobioną torbę na lunch.
Zostałem w windzie jeszcze jedną sekundę.
Przypomniała mi się inna winda.
Inne biuro.
Kolejny poranek, gdy myślałem, że recepcjonistka po prostu nie pozwala mi przejść przez drzwi.
Ale teraz zrozumiałem.
Vanessa nie tylko stała między mną a biurem Ethana.
Stała twarzą w twarz z prawdą, której ja nieświadomie unikałem przez lata.
Tym razem wyszedłem, zanim drzwi windy zdążyły się zamknąć.






