W liście nakazano Sadie zażyć jedną dawkę przed snem, przestać robić sceny, nie dzwonić do sąsiadów, chyba że jest to „naprawdę nagły wypadek” i nie wywoływać u Cartera poczucia winy z powodu jego urodzinowej wycieczki.
Harlan przeczytał to dwa razy.
Po raz pierwszy zobaczył okrucieństwo.
Za drugim razem zobaczył planowanie.
To nie była panika. To nie było zapomnienie.
Była to instrukcja informująca chore dziecko, że potrzeba pomocy jest niedogodnością.
Potem znalazł termometr.
Nacisnął przycisk pamięci.
103.7.
Sprawdzili.
Wiedzieli.
A oni i tak odeszli.
Harlan zrobił zdjęcie notatki, termometru i termostatu.
Potem Sadie szepnęła coś przez telefon.
“Dziadunio?”
„Już idę” – powiedział.
CZĘŚĆ 3
W pokoju Sadie było gorąco i ciemno.
Leżała skulona pod żółtym, księżycowym kocem, z wilgotnymi włosami przylegającymi do czoła, zarumienionymi policzkami i suchymi ustami.
Gdy zobaczyła Harlana, spróbowała się ruszyć.
„Nie” – powiedział łagodnie. „Stój spokojnie”.
„Przepraszam” – wyszeptała ponownie.
Dotknął jej czoła.
Miała gorączkę.
Po drugiej stronie pokoju, na komodzie, stała pełna i nietknięta szklanka wody.
Zbyt daleko, by mogła do niego dotrzeć.
„Próbowałam to zrobić” – powiedziała Sadie. „Ale podłoga się poruszyła, kiedy wstałam”.
Harlan spojrzał na kubek, po czym pomyślał o lekarstwach na dole i notatce w kieszeni.
Wszystko było jasne.
Lekarstwa nie mogła bezpiecznie dosięgnąć.
Woda zbyt daleko od łóżka.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






