„Luke…” wyszeptała.
Wziąłem ją za rękę. „Jestem tutaj”.
Strach wykrzywił się na jej twarzy w chwili, gdy mnie rozpoznała. „Nie. Nie powinieneś tu być”.
„Elena, Adrian to zrobił, prawda?”
Jej palce zacisnęły się na moich. „On wie, że mnie znalazłeś”.
Monitory zaczęły piszczeć szybciej. „Płyta flash” – wyszeptała natarczywie. „Nie otwieraj jej tutaj”.
“Dlaczego nie?”
Łzy spływały jej po włosach, opierając się o poduszkę. „Bo w szpitalu nie jest bezpiecznie”.

Facet w fartuchu
Zgasły światła. W korytarzu rozległy się alarmy. Marco wyciągnął broń. Za zamkniętymi drzwiami rozległy się kroki, a potem monitor Eleny zmienił się w jeden długi, przenikliwy dźwięk.
„Eleno!”
Zapasowe światła migotały na czerwono na ścianach, gdy dr Bennett rzucił się do sprzętu. Marco wyjrzał przez wąskie okienko w drzwiach. „Szefie” – powiedział, unosząc broń. „Adrian nie jest sam”.
Cień zatrzymał się tuż za drzwiami. Ktoś zaczął wpisywać kod bezpieczeństwa i zamek zatrzasnął się. Marco wycelował w drzwi. Uchyliły się na trzy cale, zanim uderzył w nie ramieniem – przez szparę wsunęła się dłoń w rękawiczce, trzymając strzykawkę. Marco przekręcił nadgarstek, aż strzykawka z brzękiem upadła na podłogę, po czym wciągnął napastnika do środka.
Mężczyzna miał na sobie szpitalny uniform, ale buty były z wypolerowanej włoskiej skóry. Sięgnął do swojego paska. Marco uderzył go raz w gardło i przycisnął do ściany.
„Kto cię przysłał?”
Mężczyzna uśmiechnął się przez zaciśnięte zęby. „Już wiesz”.
Potem ugryzł coś. Jego ciało zadrżało, w kącikach ust pojawiła się piana i w ciągu kilku sekund leżał martwy na podłodze pokoju.
Doktor Bennett patrzył z przerażeniem. Marco przeszukał ciało i wyciągnął fałszywą kartę szpitalną, telefon jednorazowy i kartę dostępu zarejestrowaną na pracownika, który zmarł dwa lata wcześniej.
„Nie przyszedł tu, żeby ją porwać” – powiedział cicho Marco.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






